| Prostota kościelnej ławki |
|
|
|
| Wpisany przez Maria Rachel Cimińska | |||
| poniedziałek, 05 września 2011 20:54 | |||
|
Pewnie to dziwaczne, ale szukając punktu stycznego pomiędzy pobożnością ludową a światem kultury, moja myśl podążyła do kościelnej ławki. To tam właśnie dokonuje się przedziwny cud każdej niedzieli, w jednej ławce zasiadają obok siebie osoby o różnym statusie, reprezentujące różne środowiska, zainteresowania, posiadające różne problemy… To tam profesor i pracownik fizyczny są braćmi i jako tacy są wezwani do tego, by w odpowiednim momencie liturgicznym przekazać sobie znak pokoju, a jeszcze bardziej, by jako uczniowie Tego, który nosił brzemię wszystkich, wziąć za siebie wzajemną odpowiedzialność. Gdy raz po raz docierają do moich uszu rzekome podziały na katolicyzm otwarty i ten bardziej hamulcowy (w domyśle zaściankowy), lubię myśleć o tej kościelnej ławce, o jej prostocie, o ludziach, którzy w niej zasiadają i każdej niedzieli jednym głosem wyznają, że Kościół jest jeden, święty, powszechny i apostolski…
Nauczyć się języka prostaka W zbiorze opowiadań o ojcach pustyni znajduje się jedno o wielkim abba Arseniuszu, który radził się pewnego prostego starca Egipcjanina co do swoich myśli. Ktoś inny zobaczył to i zapytał: „Abba Arseniuszu, jakże to ty, który otrzymałeś tak wielkie wykształcenie w grece i łacinie, radzisz się tego prostaka co do swoich myśli?”. On zaś mu odpowiedział: „w grece i łacinie mnie wykształcono, ale alfabetu tego prostaka jeszcze się nie nauczyłem”. To mądrościowe podanie z przełomu IV i V wieku zawiera w sobie sporą dawkę lekarstwa na megalomanię naszej zdominowanej przez media kultury, która zapomina o swoich korzeniach (słowo „kultura” pochodzi od łacińskiego wyrażenia oznaczającego uprawę ziemi – łac. cultus agri). Warto o tym pamiętać, gdy na widok prostej pobożności ludowej rodzi się w nas pokusa lekceważącego uśmieszku, w podobnym kontekście i św. Paweł przestrzegł chrześcijan pochodzących z pogaństwa, by zbytnio nie wynosili się nad starszymi braćmi w wierze: „jeżeli się wynosisz, [pamiętaj, że] nie ty podtrzymujesz korzeń, ale korzeń ciebie” (Rz 11, 18). Podobnie rzecz ma się z kulturą, jej nieodłączną częścią jest duchowy krajobraz naszej Ojczyzny. Mamy szczęście żyć w kraju, w którym śpiewa się w Wielkim Poście Gorzkie Żale, odprawia się Drogę Krzyżową, a w maju przy kapliczkach przydrożnych można usłyszeć maryjne pieśni. Bogactwem naszej polskiej geografii są liczne pielgrzymki zmierzające do duchowej stolicy na Jasnej Górze. Prostota tej pobożności niesie jakże przejrzyste orędzie –zmierzamy do innej ojczyzny, tej, która jest w niebie, a zatem i nasza doczesna pielgrzymka musi być odpowiedzialna i godna. Wieszcz Adam Mickiewicz w tym krajobrazie polskiej pobożności dostrzegał siłę i tożsamość słowiańskiej duszy: „Duszą narodu polskiego jest pielgrzymstwo polskie. A każdy Polak w pielgrzymstwie nie nazywa się tułaczem, bo tułacz jest człowiek błądzący bez celu; Ani wygnańcem, bo wygnańcem jest człowiek wygnany wyrokiem urzędu, a Polaka nie wygnał urząd jego. (…) A tymczasem Polak nazywa się pielgrzymem, iż uczynił ślub wędrówki do ziemi świętej, Ojczyzny wolnej, ślubował wędrować póty aż ją znajdzie”. A Cyprian Kamil Norwid tęskni nie do tych, co wiele obiecują, lecz:
„do tych, co mają tak za tak – nie za nie, Bez światło-cienia”.
Nauczyć się „alfabetu tego prostaka” oznacza zatem tę podstawową zdolność rozróżniania tego co dobre od tego co złe, powrotu do tego co najistotniejsze i podstawowe: wartość i godność życia ludzkiego, rodzina, Bóg–Honor–Ojczyzna. Widzimy wszyscy, że o te podstawowe wartości dziś toczy się bój, że nastąpił rozdźwięk między ewangelią a kulturą, który Paweł VI nazwał „dramatem naszych czasów” (Evangeli nuntiandi, 20). Zechciejmy w nas samych uczynić przestrzeń ponownego spotkania się kultury z ewangelią, to wyzwanie szczególnie skierowane jest do naszej słowiańskiej wrażliwości.
Duchowość komunii Błogosławiony Jan Paweł II na zakończenie pamiętnego Roku Jubileuszowego w dokumencie Novo millenio ineunte wezwał lud Boży do „duchowości komunii”, opierającej się na – wspomnianym już wcześniej – ewangelicznym prawie wzajemnego noszenia brzemion (por. Ga 6, 2). Duchowość komunii to nic innego jak prostota kościelnej ławki, to podanie dłoni w geście pojednania i znaku pokoju, uświadomienie sobie, że łączy nas Credo i wiara w Jezusa Chrystusa pochodzącego przecież z małej, niewiele znaczącej mieściny – Nazaretu. W naszej polskiej historii mieliśmy wiele świadków tej duchowości, która potrafiła łączyć wysoką kulturę z autentyczną pobożnością prostaczków, wystarczy wspomnieć tych najbliższych nam w czasie: św. Brat Albert Chmielowski – artysta malarz w służbie ubogim, sługa Boży Jan Tyranowski – szewc zaczytany w dziełach św. Jana od Krzyża i św. Teresy od Jezusa, mistrz duchowy Karola Wojtyły, i sam błogosławiony Jan Paweł II – wybitny intelektualista, teolog, Namiestnik Chrystusowy z różańcem w ręku i szkaplerzem na szyi.
„W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: «Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie” (Mt 11, 25–26).
o. Piotr Hensel OCD
|
|||
| Poprawiony: poniedziałek, 05 września 2011 21:11 |




2 lutego Kościół Katolicki dziękować będzie za wszystkie powołania do wyłącznej służby Bogu. Poprzez rozmowę ss. Klarysek od Wieczystej Adoracji z Kłodzka, z Marią Rachel Cimińską, przybliżymy istotę ślubów zakonnych i ich miejsce i konieczność dla naszego życia w XXI wieku. 





























