| Galilea - Mt 28,7b. |
|
|
|
| Wpisany przez TOMASZ SANCTI | |||
| niedziela, 09 sierpnia 2009 02:23 | |||
|
AUTOR : Karolina Krawczyk Gra słów. Trochę inne znaczenie, właściwie - nic wielkiego. To "nic wielkiego" pozwoliło jednak kolejny raz odkryć troskę Jezusa o mnie. O Ciebie. O nas. Weźmy na „tapetę” jedno zdanie z Ewangelii wg św. Mateusza: „Powstał z martwych i oto udaje się przed wami do Galilei” /Mt 28,7b/ Powstał z martwych... Nie o to chodzi. Zajmijmy się greckim odpowiednikiem tego zdania: „Podniósł się z martwych, i oto poprzedza was do Galilei”.
Urzekło mnie słowo „poprzedza”. To brzmi zupełnie inaczej niż „udaje się przed wami”. To jedno słowo rozszerza mi patrzenie na całe moje życie z Bożej perspektywy. Jezus mnie poprzedza, a więc – toruje mi drogę, sam przeciera szlak, najpierw On przygotowuje mi miejsce. Wszystko – On, On, On. Nie ma więc takiej nędzy, takiego bagna, takiej otchłani, takiej dziury, w której On by nie był. Poprzedził mnie. Mało tego – poprzedza, uprzedza, jest przede mną zawsze. I zawsze będzie. Będzie czekał.
Przyjdzie krzyż do mojego życia – On go zwyciężył. Przyjdzie radość – On się rozradował. Doświadczę cudu – On już działał cuda. Wypowiem Jego Imię z uwielbieniem, z miłością – On już wyrzekł moje imię! („Ty jesteś moim Synem, Ty jesteś moją córką – Umiłowani!” /por. Łk 3,22/) To, co nas spotyka – choćby nie wiem, jak było straszne – można przeżyć! Można wytrzymać!
Jego miłość jest odwieczna – bo On był, zanim ja się narodziłam. Wyprzedził mnie na drodze, jak robi to najlepszy zawodnik. To Jemu należy się pierwsze miejsce. On złota nie potrzebuje, On tylko pragnie wciąż zwyciężać w moim życiu. Pragnie zawsze stawać na pierwszym miejscu, pragnie czekać, tęsknić, wypatrywać. Niby nic? A jednak moje zwycięstwa przysłaniają Mistrza. Chcę się za to zdyskwalifikować, zejść z podium i patrzeć na Tego, który prawdziwie zasłużył.
Wyobraź sobie długą, znojną, parszywą wręcz drogę... Ranisz stopy o skały, kolejny raz upadasz, zaczyna Ci krwawić rozwalone, spuchnięte kolano, z czoła leci Ci strumieniami pot. Masz serdecznie dosyć. Dłonie masz upaprane ziemią, a wokół nie ma nawet kałuży, żeby je choć trochę wyczyścić. Nie wiesz nawet, po co idziesz...
… a On już Cię poprzedził, sam raniąc kolana (żeby tylko), mając tego serdecznie dosyć. I teraz czeka, wypatruje, dopinguje już z mety. Czeka na Ciebie miejsce tuż obok Niego.
Gra słów? „Idźcie szybko i powiedzcie Jego uczniom (…) Tam Go ujrzycie”. /Mt 28,7a/ Idź. Powiedz kumplowi, dziewczynie, żonie, rodzicom – On już czeka. Amen. © COPYRIGHT Karolina Krawczyk
|
|||
| Poprawiony: niedziela, 09 sierpnia 2009 02:25 |




2 lutego Kościół Katolicki dziękować będzie za wszystkie powołania do wyłącznej służby Bogu. Poprzez rozmowę ss. Klarysek od Wieczystej Adoracji z Kłodzka, z Marią Rachel Cimińską, przybliżymy istotę ślubów zakonnych i ich miejsce i konieczność dla naszego życia w XXI wieku. 



























