|
Objawienie Pańskie – Uroczystość |
|
|
|
|
Wpisany przez TOMASZ SANCTI
|
|
środa, 04 stycznia 2012 00:12 |
|
Dar objawienia się Boga w Chrystusie
Dzisiaj dość powszechnie wszystko przelicza się na pieniądze. Trudno się temu dziwić, skoro w dobie kryzysu finansowego pieniądze to pierwszorzędny temat doniesień prasowych, dyskusji telewizyjnych i rozmów w gronie rodziny czy przyjaciół. Wtedy też człowiek niemal na każdym kroku robi kalkulację zysków oraz strat i pyta: Czy to się opłaca? Co mi to da?

Z takim samym zjawiskiem można spotkać się także w odniesieniu do praktyk religijnych. Niedawno w dyskusji na temat świętowania uroczystości Objawienia Pańskiego – czy ma to być dzień wolny od pracy, czy nie – pojawiały się także argumenty natury ekonomicznej. W środkach masowego przekazu raz po raz pojawiało się pytanie: Ile stracimy na kolejnym dniu wolnym od pracy? Ile pieniędzy mniej wpłynie do budżetu z powodu uroczystości Objawienia Pańskiego? Także w kontekście zwyczajnych praktyk religijnych ludzie stawiają sobie pytania: A co mi da modlitwa? A co mi da Msza Święta niedzielna?
A gdyby te same pytania postawić w odniesieniu do mędrców ze Wschodu? Czy opłaciła się im trwająca być może i miesiące wyprawa do Betlejem? Gdyby jeszcze pojechali np. do jakiegoś kurortu nad Jeziorem Galilejskim albo do pałacu Heroda, by pławić się w królewskich luksusach… Tymczasem udali się do Betlejem – najmniejszego wśród plemion judzkich (Mi 5,1), aby tylko pokłonić się Dziecku. Podróż kosztowała ich wiele wysiłku – nie tylko fizycznego; musieli bowiem poświęcić czas i ponieść koszta materialne. Do tego jeszcze nie pojechali do Betlejem z pustymi rękami. Dlaczego więc tyle zainwestowali? Co zyskali w zamian?
Najpierw wypada zauważyć, iż mędrcy wiedzieli, dla kogo to czynią. Wybrali się w drogę, by zobaczyć nowo narodzonego króla żydowskiego. Być może po drodze usłyszeli w Jerozolimie o proroctwie zapowiadającym narodziny władcy, który będzie pasterzem ludu Izraela (Mt 2,6). Same dary świadczą również o tym, że spodziewali się stanąć przed prawdziwym królem. Nie można bowiem było udać się na audiencję do króla bez podarunków odpowiadających jego majestatowi. Ponadto dary przywiezione przez mędrców wydają się być dość dziwne zważywszy na to, że Król jest jeszcze małym dzieckiem. Złoto, kadzidło i mirra to nie zabawki.
Jak zauważył św. Leon Wielki, z darów wynika, iż mędrcy wiedzieli, kim jest odwiedzany przez nich mały Chłopiec:
kadzidło ofiarują Bogu,
mirrę – poddanemu śmierci Człowiekowi,
a złoto Królowi.
Św. Ireneusz również dostrzega w darach uznanie prawdy o nowo narodzonym Dziecięciu:
przez złoto mędrcy uznają w nim Króla,
przez kadzidło – Boga,
a poprzez mirrę – Cierpiącego Odkupiciela.
Temu to Dziecięciu oddają pokłon.
I co otrzymują w zamian?
Na pierwszy rzut oka – nic! To Dziecko nie mówi im nawet Dziękuję. Jest przecież zbyt małe, żeby używać języka. Ewangelia nic nie mówi o tym, że wyjechali bogatsi pod względem materialnym, że poprawiła się ich kondycja fizyczna czy prestiż społeczny. Dla nas – ludzi dobrze poinformowanych o kryzysie w strefie euro oraz o polskiej dziurze budżetowej, a także przejętych bezrobociem i zamrożeniem płac – podróż mędrców do Betlejem wygląda na całkowicie nieopłacalną…
Tymczasem ich serca wypełnia radość.
Jak to możliwe? Co może być jej przyczyną?
Sam Bóg! Mędrcy odnaleźli Boga! W Jezusie objawił im się Król, do którego wszystko należy, Bóg, który cały wszechświat z miłości powołał do istnienia i który tak kocha swoje stworzenie, że gotów jest dla niego ogołocić samego siebie, przyjmując postać sługi, stając się podobnym do ludzi (Flp 2,7).
W Jezusie znaleźli Pasterza, któremu oddają cześć i któremu się poddają.
To On jest ich Panem i jak niewolnicy upadają przed Nim na twarz, aby powierzyć Mu całych siebie.
Radują się, gdyż w Jezusie odnaleźli największy skarb swojego życia (Mt 13,44).
On sam jest nagrodą za poniesione trudy i koszta w wędrówce za gwiazdą do Betlejem.
A my? Jak mędrcy przybywamy dzisiaj do Betlejem. I co nam to da, że wraz z nimi oddajemy hołd Jezusowi i uznajemy w Nim Boga i Króla, naszego Pana?
Gdy jako mały chłopiec zachorował na paraliż dziecięcy, rodzice usłyszeli, że dziecku pozostał tydzień życia. Poszli z nim do kościoła, by oddać syna Bogu: On do Ciebie należy! W Twoich rękach jest jego los! I nie sprawdziła się przepowiednia lekarzy. Mimo trudności z poruszaniem się chłopiec żył, stał się mężczyzną, zawarł związek małżeński, założył rodzinę. Wiele lat spędził pomiędzy czterema ścianami – przyczepiony do aparatu, który wspomagał oddychanie. Mięśnie odpowiedzialne za oddychanie dotykał paraliż. Czasem nie był w stanie powiedzieć słowa. Gdy trochę nabrał sił, słychać było, jak powtarza z uśmiechem: Jezus, Jezus. W przypływie mocy powiedział kapłanowi, który przyszedł do niego z Komunią: Gdy nie byłem w stanie mówić i oddychać, jedno mnie podtrzymywało: Należę do Boga, On jest moim Panem i jemu się powierzam w mojej chorobie! Wołałem do Boga w moim nieszczęściu i odpowiedział mi: Słuchaj, synu, nie ma niczego, z czym ja i Ty – My nie moglibyśmy sobie poradzić!
Co mi da oddawanie czci Bogu? Co mi da Msza Święta? Tak jak dzisiaj – Bóg ukazuje mi się jako Król i Pan całego wszechświata. W Jego ręku jest cały mój los. On objawia mi siebie, abym znalazł w Nim pełnię radości, bezpieczeństwo i siłę. Niech nigdy nie ogarnie mnie zwątpienie w to, jak wielki to dar! Obym zawsze był gotowy spieszyć na spotkanie z Jezusem – największym skarbem człowieka.
C + M + B
- 2012 -

Zanika już zwyczaj umieszczania na drzwiach domu symboli: C+M+B. Co oznaczają litery: C+M+B?
Św. Augustyn odczytuje w tych znakach chrześcijańską myśl:
Christus Multorum Benefactor, czyli: „Chrystus dla wielu jest dobroczyńcą”.
Starochrześcijańskie tłumaczenie, zbliżone do myśli św. Augustyna, jest złączone z treścią modlitw kolędowych:
Christus Mansionem Benedicat – Niech Chrystus błogosławi temu mieszkaniu.
Jest to również nawiązanie do wydarzeń Starego Testamentu, gdzie oznaczenie domów krwią baranka paschalnego miało chronić dom i jego mieszkańców od nieszczęścia, było także publicznym wyznaniem do jakiej wspólnoty religijnej się należy.
Autor: O. Ryszard Hajduk CSsR – Profesor nadzwyczajny Uniwersytetu Warmińsko – Mazurskiego w Olsztynie – Elbląg
ŹRÓDŁO:
|
|
Poprawiony: środa, 04 stycznia 2012 18:08 |
|
|
Wpisany przez Maria Rachel Cimińska
|
|
piątek, 30 grudnia 2011 09:26 |
Święto Świętej Rodziny, Jezusa, Maryi i Józefa, przypomina nam o roli rodzinnego domu w życiu Zbawiciela i wszystkich, którzy przez chrzest święty należą do Jego Kościoła. Święta Rodzina to dla nas wzór. To rodzina, która rozumie troski i niepokoje życia domowego. To przykład rodziny świętej i głęboko zatroskanej o budowanie wspólnego domu. W roku duszpasterskim, w którym przybliżamy sobie prawdę o Kościele jako naszym domu, chcemy więc odnowić naszą troskę o rodzinę i Kościół.
1. Troska o dom rodzinny Niezastąpioną szkołą życia jest dom rodzinny. Dom to nie tylko wspomnienia, ale więzy krwi, poczucie przynależności, wzajemna odpowiedzialność. To wspólny stół, rozmowy i modlitwa. Dom daje schronienie i poczucie bezpieczeństwa, pozwala odpocząć i nabrać sił. W nim żyją najbliżsi, w nim kształtuje się świadomość własnych korzeni i poczucie własnej tożsamości. Dzisiejsza Liturgia Słowa zwraca uwagę na dwie podstawowe zasady, jakie powinny panować w katolickim domu. Są one swego rodzaju kanonem, który obowiązuje nie tylko w chrześcijańskich rodzinach.
Pierwszą z nich jest miłość, na którą wskazuje św. Paweł w odczytanym fragmencie z Listu do Kolosan (Kol 3,12-21). Jej owocem jest serdeczne współczucie, dobroć, pokora, cichość, cierpliwość i wybaczenie (por. Kol 3,12-13). Na tym fundamencie miłości budujmy prawdziwie rodzinną atmosferę. Ona też ostatecznie kształtuje nasze relacje w rodzinie.
Drugą zasadą, na którą zwraca uwagę autor Księgi Syracydesa (Syr 3,2-6.12-14), jest cześć i szacunek okazywany rodzicom oraz odpowiedzialność za rodzinę. Pierwszymi, którzy uczą tych wartości są sami rodzice, podejmujący trud tworzenia prawdziwego domu. Ich obecność, troska o atmosferę wzajemnego zrozumienia i miłości, a także trud wychowania, uczą odpowiedzialności i kształtują jej rozwój. Domy przyjazne życiu i wychowaniu, to domy otwarte na dar życia, w których dzieci doświadczają miłości swoich rodziców i ich rodzicielskiej troski; spotykają się ze świadectwem wiary i wierności, uczciwości i pracowitości. W atmosferze rodzinnego domu człowiek przeżywa także pierwsze doświadczenie Boga i wprowadzany zostaje w rzeczywistość Kościoła, który jest naszym domem.
|
|
Więcej…
|
|
Wpisany przez TOMASZ SANCTI
|
|
czwartek, 29 grudnia 2011 21:13 |
„Ab-ba”, zagaworzyło niemowlę i niebo zamrugało tysiącem gwiazd „Tata”, zadźwięczał głos malca i ziemia potoczyła się jak kolorowa piłka „Tatusiu”, zapiszczał chłopiec i ptak zatrzepotał skrzydłami „Tato”, zabrzmiał głos młodzieńca i złączyły się dłonie „Ojcze”, zadumał się mężczyzna i wieko się zamknęło „Ojcze nasz”, wyszeptał starzec i cisza się spełniła „Ojcze nasz, który jesteś w niebie”, powiedziało wiele głosów i niebo się otwarłoWprowadzenie Pewien kapłan, aby zilustrować młodzieży potrzebę modlitwy, zaproponował, aby każdy z uczestników spotkania wstrzymał oddech jak najdłużej potrafi. Chociaż każdy się starał jak najdłużej wytrzymać, w końcu wszyscy w niewielkim odstępie czasu z ulgą łapali powietrze. Pewnie każdy z nas tego próbował. Wszyscy chyba wiemy również, jak dużą ulgę sprawia widok kogoś, kto po zakrztuszeniu odzyskuje normalny rytm oddechu. Możemy zatem sobie wyobrazić, co przeżywają aniołowie, gdy przez wiele lat patrzą na kogoś, kto się nie modli, nie oddycha tchnieniem, jakie jest źródłem jego istnienia… To dziwne, że tak bywa, a przecież wszyscy dobrze wiemy, że to jest możliwe… Chciałbym w niniejszym artykule zaprezentować jedno z najnowszych odkryć techniki modlitewnej opracowanej w Instytucie Badań nad Zaburzeniami Życia Modlitwy. Technika ta wydaje się być alternatywnym sposobem dostarczenia życiodajnego tchnienia modlitwy dla mężczyzn, którzy z powodów od siebie niezależnych nie są w stanie „modlić się usty” (high-preying, hard-preying, strong-preying itp.), co wymaga wyrzucania przez pewien czas (od 15 sekund do 20 minut) wraz z wydechem dużej ilości słów. Z pewnością technika ta będzie również nieocenioną pomocą dla kobiet zmagających się z hiperelokwencją.
|
|
Więcej…
|
|
Papieskie orędzie na Boże Narodzenie - dokumentacja |
|
|
|
|
Wpisany przez Maria Rachel Cimińska
|
|
poniedziałek, 26 grudnia 2011 18:34 |
|

Drodzy bracia i siostry z Rzymu i całego świata!
Chrystus nam się narodził! Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom Jego upodobania. Do wszystkich dociera echo wieści z Betlejem, którą Kościół katolicki głosi na wszystkich kontynentach, przekraczając wszelkie granice narodowości, języka i kultury. Syn Maryi Dziewicy narodził się dla wszystkich, jest Zbawicielem wszystkich.
Starożytna antyfona liturgiczna przyzywa Go następującymi słowy: "O Emmanuelu, królu nasz i Prawodawco, nadziejo i ratunku narodów; przyjdź nas wybawić, nasz Panie i Boże". Veni ad salvandum nos! Przyjdź nas wybawić! Jest to wołanie człowieka każdego czasu, który czuje, że sam nie jest w stanie przezwyciężyć trudności i niebezpieczeństw. Odczuwa potrzebę włożenia swej ręki w rękę większą i silniejszą, w rękę, która z wysoka wyciąga się ku niemu. Drodzy bracia i siostry, tą ręką jest Jezus, narodzony w Betlejem z Dziewicy Maryi. On jest ręką, jaką Bóg wyciągnął ku ludzkości, by ją wyprowadzić z ruchomych piasków grzechu i postawić ją na nogi na skale, mocnej skale Swojej prawdy i Swojej miłości (por. Ps. 40,3).
Tak, to oznacza imię tego Dzieciątka, imię, które z woli Boga, nadali Maryja i Józef: nazywa się Jezus, co znaczy "Zbawiciel" (por. Mt 1, 21 i Łk 1, 31). Został On posłany przez Boga Ojca, aby nas zbawić przede wszystkim od głębokiego zła, zakorzenionego w człowieku i historii: tego zła, jakim jest oddzielenie od Boga, zarozumiała pycha, by zrobić wszystko samemu, by stanąć do konkurencji z Bogiem i aby Go zastąpić, by decydować co jest dobre a co złe, by być panem życia i śmierci (por. Rdz 3,1-7). Jest to wielkie zło, wielki grzech, z którego my ludzie nie możemy się wybawić inaczej jak tylko powierzając się Bożej pomocy, jak tylko wołając do Niego: Veni ad salvandum nos! - Przyjdź nas wybawić!
|
|
Poprawiony: poniedziałek, 26 grudnia 2011 18:44 |
|
Więcej…
|
|
Narodzenie Pańskie (J 1, 1-18) - Ma granice Nieskończony |
|
|
|
|
Wpisany przez TOMASZ SANCTI
|
|
niedziela, 25 grudnia 2011 13:21 |
W światecznej liturgii Narodzenia Pańskiego dwukrotnie słyszymy Janowy "Hymn o Logosie": najpierw w samo Boże Narodzenie, podczas mszy w ciągu dnia, a następnie w drugą niedzielę po Bożym Narodzeniu.
Warto podjąć wysiłek wnikania w ten niełatwy tekst, aby zasmakować w jego niezwykłym pięknie i teologicznym bogactwie.
Ewangelia według św. Marka zaczyna się od wystąpienia Jana Chrzciciela na pustyni, Mateusz sięga znacznie głębiej, przedstawiając nam historię narodzin i dzieciństwa Jezusa; Łukasz z kolei czyni jeszcze jeden krok wstecz ku początkom Nowego Przymierza i przedstawia moment poczęcia Syna Bożego a także historię cudownych narodzin Jego prekursora - Jana Chrzciciela. Natomiast św. Jan Ewangelista przenosi nas poza granicę czasu i wieczności, i ukazuje nam preegzystencję Słowa przedwiecznego, zanim zaistniało całe stworzenie. To Słowo przychodzi na świat i objawia się w czasie jako Mesjasz, Syn Boży i Zbawiciel świata. Już na początku swej Ewangelii Jan chce nam powiedzieć, kim jest Jezus. Prolog Czwartej Ewangelii można nazwać „uwerturą", w której syntetycznie i w sposób poetycki przedstawione zostały wszystkie główne tematy Janowego arcydzieła: światłość, prawda, chwała, życie, Syn jako objawienie Ojca. Obecna jest w Prologu główna idea całej Ewangelii: Słowo przychodzi na świat, aby dać poznać Ojca oraz aby przynieść ludziom prawdę i życie. Wobec tego objawienia dokonuje się krisis tzn. sąd, podział: jedni Go przyjmują, drudzy zaś odrzucają.
|
|
Poprawiony: niedziela, 25 grudnia 2011 15:32 |
|
Więcej…
|
|
Wpisany przez Maria Rachel Cimińska
|
|
czwartek, 08 grudnia 2011 09:53 |
|

Kościół katolicki obchodzi 8 grudnia uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Maryja Niepokalanie Poczęta jest również patronką Zakonu Braci Mniejszych.
Prawda wiary o Niepokalanym Poczęciu Maryi jest określona przez dogmatyczne nauczanie Kościoła. Mówi ono, że Maryja poczęta i urodzona tak, jak każdy inny człowiek od chwili swego poczęcia, jeszcze przed narodzeniem, była obdarzona pełnią łaski. Ta prawda wiary jest pośrednio objawiona w Piśmie Świętym. Anioł w chwili zwiastowania powiedział do Maryi: „Bądź pozdrowiona, pełna łaski” (Łk 1, 28). Bóg przygotował Ją na Matkę Syna Bożego, który nie mógł mieć matki obarczonej skutkami grzechu pierworodnego, nieposiadającej łaski w duszy. Obdarował Ją pełnią swych łask w chwili poczęcia. Została już wtedy odkupiona w sposób wyjątkowy, wznioślejszy niż inni ludzie.
Wiara w Niepokalane Poczęcie Najświętszej Maryi Panny była obecna w Kościele od najdawniejszych czasów, choć niesformułowana wyraźnie. Król Polski Zygmunt Stary, gdy Polska przeżywała swój złoty wiek i liczono się z nią w Europie, prosił Stolicę Apostolską o przyspieszenie ogłoszenia tego dogmatu. Wtedy ówczesny papież Urban VIII tak odpisał polskiemu królowi: „Światło Ducha Świętego, które jedynie może wyjaśnić tę prawdę, tajemnicę ludowi – jeszcze nie zabłysło w naszych umysłach”. Po trzech wiekach, jakie minęły od prośby polskiego króla, papież Pius IX 8 grudnia 1854 r. ogłosił dogmat o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny. Oto jego treść: „Najświętsza Maryja Dziewica od pierwszej chwili swego poczęcia, przez łaskę i szczególny przywilej Boga Wszechmogącego, na mocy przewidzianych zasług Jezusa Chrystusa, Zbawiciela rodzaju ludzkiego, została zachowana nienaruszona od wszelkiej zmazy grzechu pierworodnego” (KKK 491).
|
|
Poprawiony: czwartek, 08 grudnia 2011 14:01 |
|
Więcej…
|
|
Wpisany przez TOMASZ SANCTI
|
|
wtorek, 06 grudnia 2011 12:04 |
Sztuka oczekiwania. Czar i piękno oczekiwania. Tęsknota i spełnienie w oczekiwaniu. Kto z nas zna smak, treść, a przede wszystkim sens oczekiwania? Dlaczego boimy się czekać? Nie boimy się? Czyżby? Jeśli nie boimy się czekania, dlaczego co chwilę dźwięczą dzwonki naszych telefonów komórkowych, przepełnione wiadomościami są nasze skrzynki mailowe, ciągle obciążone komunikatory internetowe i wszelkie inne formy szybkiej komunikacji?
Boimy się czekać, bo lękamy się tajemnicy, tego, co może się zdarzyć poza naszą kontrolą i bez nas. A liturgiczny Adwent jest w całości poza naszą kontrolą. Tajemnicy przychodzenia Boga nie możemy sami stworzyć, spreparować, wymyślić, określić czy wyznaczyć jej sposobu zaistnienia w tym świecie. Bóg przychodzi w tajemnicy swojej miłości, której my w żaden sposób nie tworzymy, ale jesteśmy zaproszeni do wzięcia w niej udziału. Udziału, który stanie się naszym szczęściem, spełnieniem i sensem. W Adwent, jak w każdą inną tajemnicę i misterium, nie można wbiec. Nie można się w nim rozpychać łokciami i krzykiem. W misterium oczekiwania na Boga można wejść tylko w ciszy i w poddaniu się prawom oczekiwania. I to nas napawa lękiem, bo nagle to, co dla naszych przodków było znane i szczęściodajne, dla nas coraz częściej jest dalekie i obce. Aby wejść w to, co obce i dalekie, trzeba wyciszyć swój lęk. Może dlatego czytając Ewangelię, wielokrotnie słyszmy słowa: „Nie lękaj się!”.
|
|
Poprawiony: wtorek, 06 grudnia 2011 12:34 |
|
Więcej…
|
|
Wychować do właściwej liturgii |
|
|
|
|
Wpisany przez Adamo
|
|
piątek, 11 listopada 2011 18:22 |
|
Msza św. pogrzebowa powinna być sprawowana nad trumną z ciałem, a nie nad urną z prochami – mówią wytyczne watykańskie. Praktyka polska rozmija się jednak ze wskazaniami Stolicy Apostolskiej od ponad 30 lat
Teraz stopniowo biskupi chcą wprowadzać prawidłowy porządek pochówków osób, które po śmierci zostały poddane kremacji. – Nie będzie jednak kategorycznych zakazów wnoszenia urny do kościoła podczas Mszy św. pogrzebowej – podkreśla ks. prof. Mateusz Matuszewski, liturgista, konsultor Komisji KEP ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów.
|
|
Więcej…
|
|
Pójdźmy z radością w imię Pana |
|
|
|
|
Wpisany przez Maria Rachel Cimińska
|
|
poniedziałek, 31 października 2011 17:03 |
|

Cztania
Ap 7,2-4.9-14:
1Jn 3,1-3:
Mt 5,1-12a:
Liturgia dzisiejsza rozpoczyna się wezwaniem „pójdźmy z radością w imię Pana” (antyfona na wejście). Jesteśmy, dlatego zaproszeni do udziału w niebiańskiej celebracji Świętych, aby delektować się ich radością. Kontemplujemy tajemnicę obcowania Świętych zarówno w niebie jak i na ziemi. Nie jesteśmy samotni, raczej włączeni w wielką społeczność świadków. Z nimi jesteśmy Ciałem Chrystusa, wspólnie jesteśmy dziećmi Boga, wspólnie z nimi stajemy się świętymi z pomocą Ducha Świętego i w Nim. Wielkie zgromadzenie Świętych wstawia się za nami do Pana; towarzyszy nam w naszej wędrówce; oni zachęcają i mobilizują nas aby zwrócić naszą uwagę na Pana, Jezusa Chrystusa, który chodzi w chwale, pośrodku swoich Świętych. Do takiej właśnie radości zachęca nas liturgia.
|
|
Poprawiony: poniedziałek, 31 października 2011 17:23 |
|
Więcej…
|
|
Miłość i Prawda wywyższone na Krzyżu |
|
|
|
|
Wpisany przez ks. Jarosław Oponowicz
|
|
wtorek, 13 września 2011 12:31 |
|
Słyszymy dziś (14 września - Święto Podwyższenia Krzyża Świętego) najpiękniejsze słowa przynoszące nam nadzieję na zbawienie: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne.”

Padają one jednak w sąsiedztwie nauki o krzyżu. Na nim dokonało się odkupienie, czyli pokonanie mocy złego. Uczynił to Jezus Chrystus przez ofiarowanie całego swojego życia i przyjętą śmierć. Dlatego krzyż stał się znakiem sprzeciwu dla tych, którzy nie chcą przyjąć Chrystusowej mocy płynącej z Krzyża.
|
|
Poprawiony: wtorek, 13 września 2011 13:34 |
|
Więcej…
|
|
|