| Medjugorie - historia "naelektryzowana"? |
|
|
|
| Wpisany przez Dawid (Hagion) Rogoziński | |||
| wtorek, 13 lipca 2010 12:09 | |||
|
Medjugorje, co po chorwacku oznacza "między górami” jest małą wioska położoną w rejonie Bośni i Hercegowiny, dawnej Jugosławii, obecnie należącej do niezależnego państwa - Chorwacji. Było to raczej biedne i niczym nie wyróżniające się miejsce, za wyjątkiem okazałego kościoła pod wezwaniem św. Jakuba. Nie wiadomo do dziś jak to się stało, że w takiej małej wiosce powstała świątynia Boża mogąca pomieścić prawie dwa tysiące wiernych. Ponadto, lokalny artysta namalował nad wejściem wewnątrz kościoła Matkę Bożą obleczoną w niebieską szatę, unosząca się nad miejscowością. Mieszkańcy tej wioski żyli głównie z uprawiania tytoniu i działek przyzagrodowych dla własnych potrzeb. Tak jak i w całej Jugosławii, znajdującej sie pod panowaniem reżimu komunistycznego, zaopatrzenie w produkty żywnościowe i przemysłowe było bardzo marne, natomiast w każdym sklepie czy straganie można było dostać wszystkie możliwe pisma pornograficzne. Było to robione celowo, aby odciągnąć ludzi od religii, zwłaszcza, że w Chorwacji przeważał znienawidzony przez komunistów katolicyzm, w przeciwieństwie do prawosławnej Serbii. Nie wiem też jak stało się, że Jugosławia była jedynym krajem na świecie, w którym ludzie strasznie przeklinali używając na dodatek bluźnierczo - imienia Boga. No i oczywiście prawie wszyscy palili papierosy, włączając w to młodzież szkolną. Właśnie taka mała grupka młodych ludzi udała się w dniu 24 czerwca 1981 roku na wzgórze zwane Podbrdo, aby pociągnąć kilka dymków. Tego dnia w grupie tej były następujące osoby: Ivanka Ivankovic, ur. 21 kwietnia, 1966r; Vicka Ivankovic, ur. 3 lipca 1964r; Mirjana Dragicevic, ur. 18 marca, 1965r; Ivan Dragicevic, ur. 25 maja 1965r; Marija Pavlovic, ur. 1 kwietnia,1965r; i Jacov Colo, ur. 3 czerwca 1971r. W pewnym momencie, około szóstej po południu, zobaczyli oni świetlista postać kobiety unoszącą się nad ziemią, obleczoną w niebieską szatę z biała chusta na głowie spod której wymykał się kosmyk czarnych włosów. Przerażeni rzucili się do ucieczki, tylko Ivanka zauważyła, że postać przypomina Matka Bożą. Nastego dnia, po naradzie, zwiedzeni dziecięca ciekawością powrócili po szkole na to samo wzgórze - Podbrdo. I rzeczywiście, w tym samym czasie co poprzedniego dnia, zobaczyli tę zjawiskową postać, która powiedziała im że jest Królową Pokoju oraz że przychodzi tutaj aby głosić i wzywać do pokoju a przede wszystkim miłości do Jej Syna Jezusa Chrystusa. Od tamtej pory młodzież, których odtąd nazywać będę - wizjonerami, przychodziła w to miejsce codziennie z wielka radością oczekując na spotkanie z "Gospą" (z chorwackiego - Pani). Wiadomość o tym niezwykłym wydarzeniu rozeszła się lotem błyskawicy, i już w parę dni później wizjonerzy szli na górkę otoczeni grupa ludzi z wioski i pobliskich okolic. Wkrótce dołączyli do nich rządowi tajniacy, aby obserwować te niepokojące lokalne władze wydarzenia. W miesiąc później przyszedł rozkaz, aby przepędzić wszystkich wizjonerów, którzy dzięki przytomności umysłu Vicki schronili się prędzej do kościoła św. Jakuba. Tam już milicja nie odważyła się wejść, ale nalegano na proboszcza, ojca Jozo Zovko, aby ich stamtąd wyrzucił. Skończyło się na tym, że od tamtej pory widzenia odbywały się w małym pokoiku przy ołtarzu, na przeciw zakrystii. Wisiał tam na ścianie duży krucyfiks, a obok stała figurka Matki Bożej. Ojciec Zovko został wkrótce aresztowany i spędził dwa i pół roku w wiezieniu, namawiany, by odciąć sie od domniemanych widzeń i potępić wszystkich biorących w nich udział. Wreszcie wieść o objawieniach dotarła do Watykanu, który zalecił rozpatrzenie sprawy przez lokalne władze kościelne. W międzyczasie zaczęli napływać do Medjugorje ciekawscy z Europy, pielgrzymi oraz księża, teologowie i naukowcy. Jednym z pierwszych był o. Rene Laurentin, najbardziej znany mariolog francuski, który już w roku 1984 wydał książkę pt. „Czy Maria Dziewica ukazuje się w Medjugorje?” Opisuje w niej dokładnie jak odbywają się "rozmowy" wizjonerów z Gospą. Otóż w czasie widzenia zanika im zupełnie głos i widać tylko jak poruszają ustami prowadząc, każdy oddzielnie, rozmowę z Matką Bożą. Jak widać na nagraniach video dokonanych przez rodzinę Karmińskich z Pensylwanii, najwięcej do powiedzenia miała zawsze Vicka, ale najczęściej wizjonerzy tylko słuchali uważnie słów Matki Boskiej. W nich ostrzegała Ona, że jeśli ludzie się nie nawrócą, wybuchną okropne wojny i zginą tysiące ludzi. Teolodzy od początku dziwili się, dlaczego te objawienia mają miejsce w Jugosławii, a nie np. w Ameryce czy Rosji, pogrążone w tym czasie w szczycie zimnej wojny grożącej w każdej chwili konfliktem światowym. Nikt wówczas nie przypuszczał, że kilka lat później w Jugosławii wybuchnie wojna domowa, w której wiele istnień ludzkich zostanie pozbawione życia. Oprócz tych przepowiedni, Gospa przekazała prawie wszystkim wizjonerom z osobna, dziesięć tajemnic, które maja być wyjawione później, w określonym przez Boga czasie, który poprzedzony zostanie ukazaniem się krzyża na niebie. Nie ma dziś chyba żadnego katolika na świecie, który nie słyszałby o tym miejscu, a miliony z nich już tam było. Obecnie tylko troje wizjonerów ma codzienne spotkania z Gospą, o ile przebywają w Medjugorie, a reszta (Ivanka, Jakov i Mirjana) raz do roku. Według ostatnich nieoficjalnych wiadomości, Mirjana była poddana badaniom przez komisje watykańską, w wyniku której stwierdzono autentyczność jej przeżyć w czasie spotkań z Gospą. Zainteresowanych odsyłam do strony internetowej "www.medjugorjeusa.org". Prof. Lipiński w Medjugorie – cuda i nawrócenia... Czytając książkę Rene Laurentina zafascynowałem się niezwykle, jedną z opisanych tam historii. Otóż w miesiąc po pierwszym ukazaniu się młodocianym wizjonerom Matki Boskiej, dość duża grupa ludzi była z nimi na wzgórzu Podbrdo ,aby być świadkami tego spotkania. W pewnym momencie Vicka oznajmiła, ze Maryja powiedziała jej, iż tego dnia obecni na wzgórzu będą mogli Jej dotknąć. Wszyscy oczywiście rzucili się do miejsca wskazanego przez Vicke, ale nic nie zobaczyli. Poczuli tylko coś, gdy wyciągali ręce na wysokość około półtora metra od ziemi. Ponieważ w historii objawień maryjnych nigdy coś podobnego się nie zdarzyło, o.Laurentin przeprowadził dokładny wywiad z około stoma osobami, które dotknęły miejsca objawienia i były uczestnikami tamtych wydarzeń. I właśnie zeznania tych ludzi tak bardzo mnie zaintrygowały, jeśli nawet nie zaszokowały. Ludzie oczekiwali dotyku miękkiej szaty, w którą, zgodnie z opisem wizjonerów, była ubrana Maryja. Nic takiego - wszyscy jednogłośnie twierdzili, że czuli jakby dotykali metalu z którego wychodził słaby prąd elektryczny. Wspomina o tym także Siostra Emanuela Maillard w swojej książce „Ukryte Dzieciątko z Medjugorje”, wydanej w roku 2007 przez Wydawnictwo Księży Marianów MIC w Warszawie. Choć niewątpliwie niezwykle, dla mnie owo zjawisko było zupełnie oczywiste. Przecież Matka Boża nigdy nie pozwoliłaby dotknąć się brudnymi rękami ludzi oraz agentów tajnej policji, którzy już wówczas wszędzie chodzili za wizjonerami! Zaraz tez wysnułem wniosek, że widocznie została skoncentrowana w tym miejscu energia elektromagnetyczna w postaci stającej fali dającej wrażenie stałej materii. Postanowiłem tam pojechać jak najszybciej, aby stwierdzić czy objawienia nie są związane ze zjawiskiem elektromagnetyzmu. Choć hipoteza o elektromagnetycznej genezie widzeń może się wydawać bardzo spekulatywna, to badania Prof. Henri Joyeux z Uniwersytetu w Montpelier wskazują na jej duże prawdopodobieństwo. W roku 1984, za przyzwoleniem wizjonerów i ich ówczesnego opiekuna duchowego O. Slavko Barbaric, przybył on do Medjugorie z zespołem swoich asystentów i aparaturą do pomiaru fal mózgowych oraz odbieranych sygnałów dźwiękowych i wzrokowych. Celem tych badan było stwierdzenie czy objawienia nie są po prostu zwykłym oszustwem, o co biskup Mostaru, J.E. Zanic, oskarżał wizjonerów i Franciszkanów z Kościoła Św. Jakuba w Medjugorie. Trzeba wiedzieć, że juz od pewnego czasu istniał konflikt miedzy braćmi, a biskupem, polegający na ich "nieposłuszeństwie" w stosunku do zaleceń Kościoła. Tak więc objawienia mogły być jeszcze jednym przejawem "buntu" Franciszkanów, którzy po prostu mogli manipulować niewinnymi dziećmi. Wyniki badan Prof. Joyeux okazały się zupełnie rewelacyjne - w czasie objawień wizjonerzy nie reagowali na żadne dźwięki, ani światło, nawet ból, a ich elektromagnetyczne fale mózgowe, encelofagraficzne, wskazywały na stan ekstazy. Co ciekawe, że zmiany fal mózgowych zachodziły jednocześnie u wszystkich wizjonerów w momencie objawienia i kończyły się także równocześnie po jego zakończeniu. Chyba najważniejszym wynikiem badań było wykazanie, ze wizerunek Matki Bożej, pojawiający sie w mózgu tych młodych ludzi nie powstaje tam poprzez normalny optyczny proces, gdyż zasłonięcie ich oczu nie przerywa widzeń. Tak więc obrazy w ich mózgu musiały być generowane bezpośrednio, prawdopodobnie za pomocą jakiś zewnętrznych sygnałów. Należy pamiętać, że to co widzimy jest tylko reakcją na sygnały elektryczne powstające w odpowiednich receptorach mózgowych. Zasadniczo proces ten nie rożni się od tego, jaki zachodzi w elektronicznym aparacie fotograficznym. Jednak nikt nie może powiedzieć, że to aparat "widzi" - on tylko rejestruje. Pierwsza wyprawa do Medjugorie W lutym 1985 roku zacząłem intensywnie przygotowywać się do wyprawy w to niezwykle miejsce na Półwyspie Bałkańskim. Przedtem mój przyjaciel Bob Digan poradził mi, abym skontaktował się z rodziną Karmińskich (Amerykanie mieszkający w stanie Pensylwania, z pochodzenia Polacy), którzy prawie od początku objawień jeździli do Medjugorie, robiąc tam dokumentacje filmową. S Już nikt nigdy później czegoś takiego nie dokonał, gdyż biskup z Mostaru zabronił przebywania komukolwiek w czasie objawień przy wizjonerach. Po obejrzeniu tego reportażu filmowego nabrałem przekonania, że dzieje się tam coś naprawdę niezwykłego. Oczywiście powiedziałem Karmińskim, po co chcę pojechać do Jugosławii. Ostrzegli mnie tylko, abym uważał, bowiem policja śledzi ludzi, zwłaszcza przyjezdnych z Ameryki i poradzili mi, abym nie brał ze sobą dużego instrumentu pomiarowego, lecz podręczny - łatwy do ukrycia. Takim instrumentem jest Elektroskop BT-400 produkcji kanadyjskiej służący nie tylko do pomiarów jonów powietrza, ale i jonizującego promieniowania jądrowego. Muszę w tym miejscu nadmienić, że pracując w Polsce jako młody naukowiec w Instytucie Badan Jądrowych w latach 1956-67, nabrałem znacznej wiedzy na temat wpływu promieniowania jonizującego na organizm ludzki. Dwunastego marca 1985 roku wyleciałem z Nowego Jorku do Belgradu, gdzie następnego dnia z bijącym sercem przeszedłem odprawę celną, modląc się, aby nie kazano mi otworzyć walizki w której miałem elektroskop, jak również dwa małe magnetofony do rejestrowania pomiarów i notatek. Udało się. Zanim dotarłem do Medjugorie w czwartek 14-go marca, zatrzymałem się w miasteczku Konic, w którym mieszkał w tym czasie Franciszkanin O. Svetozar Krajlevic, który to przebywał przez szereg lat w Stanach i dobrze znał rodzinę Karmińskich. Przyjechał on do Jugosławii tuż przed rozpoczęciem objawień i już nigdy nie powrócił do Stanów, gdyż odebrano mu paszport. Przez pewien czas pełnił funkcję opiekuna duchowego wizjonerów, do czasu kiedy biskup Zanic przeniósł go do Konic. Stan Karmiński dał mi list do niego, dzięki czemu zakonnik od razu wiedział, z kim ma do czynienia. Podzieliłem się z nim oczywiście moimi planami dokonania pomiaru elektryczności w czasie objawień i zapytałem, czy nie ma jakiś zastrzeżeń. Natomiast ja miałem wątpliwości, czy jestem godny udać się na "spotkanie" z Matką Bożą, nie będąc w stanie łaski uświęcającej, gdyż od 25 lat nie byłem u spowiedzi. Na co O.Svetozar odpowiedział, że nie widzi przeszkód, bym mógł zaraz się wyspowiadać. Musze przyznać, że było to jedno z wielkich przełomów duchowych, jakich doznałem w swoim życiu - dopiero wtedy zrozumiałem, jak ważny jest sakrament pojednania. Tego samego dnia po południu przybyłem do Medjugorie i spotkałem tam Sr. Janje, która dobrze porozumiewała się po angielsku. Tu dowiedziałem się od niej, że nic z tych pomiarów nie będzie, bo biskup Zanic zabronił przebywania komukolwiek w czasie objawień, które wtedy miały miejsce w małym pokoiku obok zakrystii. Z ciężkim sercem udałem się na spoczynek do gospodarzy w sąsiedztwie kościoła, ale następnego dnia rano, przyszła mi do głowy myśl, że przecież ja wcale nie muszę być razem z wizjonerami w czasie ich objawień. Wystarczy, ze ustawię Elektroskop podłączony do magnetofonu, i w ten sposób zostanie dokonany zapis natężenia jonów powietrza, bez mojego bezpośredniego udziału. W piątek, dokładnie o godzinie 5:40 po południu, na 5 minut przed czasem rozpoczęcia objawień, wszedłem do pokoju w którym przebywali już wszyscy wizjonerzy. Kiedy Vicka dowiedziała się, co chcę robić, powiedziała, że Matka Boża nie potrzebuje żadnych takich badań, ale Sr.Janja w końcu ją przekonała. W tym czasie kościół był już po brzegi wypełniony mieszkańcami okolic i pielgrzymami, głownie z Włoch, odprawiającymi głośno modły i śpiewy. Kiedy włączyłem Elektroskop nastawiony na pomiar jonów powietrza, otrzymałem zupełnie nieprawdopodobnie wysoki odczyt, prawie wychodzący poza skalę instrumentu. Myślałem że aparat się popsuł, ale sprawdziłem kalibrowanie które było poprawne. Nie wiedząc, co to znaczy, a czas naglił, ustawiłem instrument na pomiar promieniowania jonizującego. Zdumienie moje było jeszcze większe, gdyż na skali igła wskazała 100 000 miliradów/godz.! Trzeba wiedzieć, ze normalnie promieniowanie tła wynosi zaledwie około 100 miliradów, a dawka śmiertelna wynosi 800 000 miliradów. Tak więc – mój mózg pracował jak szalony - w ciągu 8 godzin wszyscy przebywający w tym pomieszczeniu powinni umrzeć na chorobę popromienną! Nie muszę dodawać, że tej nocy prawie nie spałem, gdyż wyobrażałem sobie, że tajna policja jugosławska, chcąc sie pozbyć tej kłopotliwej sytuacji, zaistniałej w ateistycznym komunistycznym państwie, podłożyła źródło promieniowania jonizującego, w postaci radu czy też radioaktywnego kobaltu-60. I w ten sposób pozbyto by się problemu, w niewyjaśnionych okolicznościach. Następnego dnia z samego rana pobiegłem do kościoła. Nie było tam prawie nikogo, za wyjątkiem kilku modlących sie starszych kobiet, wszedłem na miękkich nogach do pokoiku objawień i włączyłem Elektroskop. Jakież było moje zdumienie, gdy zobaczyłem odczyt 1000 miliradów, a wiec trochę tylko większy od tła. Od tej pory nosiłem ten instrument wszędzie ze sobą i regularnie, co pół godziny włączałem. Poszedłem na wzgórze Podbrdo, ale tam odczyt by jeszcze mniejszy. Bardzo mnie to uspokoiło, choć nie wiedziałem czy nie jest to po prostu wynikiem tego, że usunięto źródło promieniowania na stale lub tylko tymczasowo. Już od wczesnych godzin popołudniowych pielgrzymi zaczynali się schodzić do kościoła św. Jakuba na modlitwy w oczekiwaniu na następne spotkanie z Maryją. O godzinie 15:30 odczyt Elekroskopu - 2 000 mrad/godz., ale w trakcie mszy i modlitw wiernych doszedł do około 10 000 mrad/godz. Co ciekawe - czasie objawień odczyty się nie zmieniały, co tłumaczyłem sobie tym, że widocznie jakaś niezwykła energia manifestująca się jako promieniowanie jonizujące, ale nieszkodliwe dla człowieka, powstaje tylko w czasie modlitw. Jak się potem okazało zjawisko to powtarzało się zawsze, z jednym tylko wyjątkiem, w czasie kiedy ludzie już się nie modlili. Oczywiście podzieliłem się tą obserwacją z Sr. Janja i O. Slavko, którzy sami obserwowali wskazania Elektroskopu - tak normalne jak i te wysokie. Wypytywali mnie czy zawsze tak się dzieje, kiedy ludzie się modlą, ale ja nie miałem na to pytanie zadowalającej odpowiedzi, bo przecież nigdy w swoim życiu nie używałem tego instrumentu w kościele. Musze dodać, ze energia wywoływana modlitwami pojawiała się nie tylko w Kościele św. Jakuba, ale także w czasie Mszy św. w kaplicy zwanej „Przy Grobli” na obrzeżach wioski. Tamże w ciągu jednej godziny odczyt wzrósł od kilkuset do 20 000mrad/h, aby spaść do poziomu tła, gdy tylko ludzie opuścili kaplicę. Wtedy przyszło mi do głowy, że ta energia jest może wywoływana sama obecnością ludzi, co okazało się później nieprawdziwym przypuszczeniem. Natomiast bardzo niezwykłe doświadczenie miałem odwiedzając dom dwóch dziewczynek, Marjany i Jeleny, które słyszały głos Matki Bożej, ale jej nie widziały. To zapewnie nie był zbieg okoliczności, ale w czasie kiedy rozwiałem z nimi w poniedziałek od 4:00 do 4:30 popołudniu, nie było prądu w całej okolicy. Podobno władze wyłączały elektryczność specjalnie, aby utrudnić życie mieszkańcom i pielgrzymom w Medjugorie. Prawie po ciemku włączyłem jak zwykle Elektroskop i ze zdumieniem zobaczyłem odczyt 20.000 mrad/godz. Była to ważna obserwacja, ponieważ niektórzy sugerowali, że instrument pobierał energię z pobliskich linii wysokiego napięcia. A wówczas wysoki odczyt nastąpił po wyłączeniu prądu. Dla kogoś spostrzegawczego może wydawać się dziwne, dlaczego najwyższe natężenie tej niezwykłej energii miało miejsce tylko jednego dnia - w piątek, 15-go marca. Osobiście tłumacze to w następujący sposób. Po pierwsze piątek to wyjątkowy dzień tygodnia - dzień Męki Pańskiej, a po drugie Gospa juz od początku objawień prosiła by ludzie pościli o chlebie i wodzie w środy i piątki, aby w ten sposób uprosić Boga o powstrzymanie okropnej wojny, w której zginąć mogą tysiące istnień ludzkich. Jak wiemy wkrótce wojna domowa ogarnęła Jugosławię, mimo przypuszczeń o globalnym konflikcie. Tak czy inaczej uniknęliśmy, konfliktu atomowego miedzy Ameryką a Rosją. W tym miejscu chciałbym zaznaczyć, że objawieniami w Medjugorie rząd amerykański interesował sie już od ich zapoczątkowania. Departament Stanu poprzez swą ambasadę w Belgradzie zbierał wszelkie informacje na temat tego niezwykłego zjawiska, ale przez wiele lat trzymał to w tajemnicy. Dopiero pod koniec lat dziewięćdziesiątych Michael Jones ze Stanu Massachusetts, który w roku 1989 doznał laski nawrócenia w czasie pobytu w Medjugorie, uzyskał pozwolenie na opublikowanie tych materiałów w swej książce „Medjugorje Investigated”. Zaciekawił mnie zacytowany tam dokument z roku 1988 opisujący zaproszenie wysłane przez Prezydenta Ronalda Reagana dla jednej z wizjonerek, Marji Pavlovic, do odwiedzenia Stanów Zjednoczonych. Jak z niego wynika prezydent Reagan interesował się nie tylko astrologią ale i nadprzyrodzonymi zjawiskami o charakterze religijnym. Dowiedziawszy się o moich pomiarach tej nieznanej formy energii, Michael przeprowadził ze mną obszerny wywiad i zamieścił go w swej książce. Jest on również przekonany, że objawienia Maryjne w tej chorwackiej wiosce maja duże znaczenie dla całej ludzkości. Ale jakie? Zajęło mi ponad 20 lat, zrozumienie, mimo zupełnego braku zainteresowania ze strony naukowców czy teologów, jakie znaczenie może mieć to tajemnicze zjawisko energetyczne występujące w czasie modlitw. Dla wzbudzenia ciekawości chce podąć tylko mało znany fakt, że w Hiroszimie po wybuchu bomby atomowej nietknięty pozostał jedynie kościół Jezuitów i wszyscy modlący się w nim wierni. Czyżby to zjawisko z okresu końca II wojny światowej, było związane z energią podobną do tej, którą zarejestrowałem w Medjugorie? Czy nie jest bardzo prawdopodobne, że właśnie ta energia unieszkodliwiła bomby zrzucane na kościół św. Jakuba w Medjugorie przez pilotów serbskich w czasie ostatniej wojny bałkańskiej? Choć termin energia kojarzy się nam z forma siły generowanej konwencjonalnymi metodami, należy pamiętać, że fizycy przewidują istnienie innych form związanych z wyższymi wymiarami czasoprzestrzeni. Druga wyprawa Zaraz po powrocie do Bostonu poszedłem na mszę do naszego kościoła prowadzonego przez oo.Jezuitów, gdzie w półgodzinnych odstępach wykonałem pomiary Elektroskopem, który wskazywał nieustannie poziom tła. Pomyślałem, że widocznie Amerykanie nie modlą się tak gorliwie jak Słowianie w Medjugorje, i pojechałem do polskiego kościoła pod wezwaniem Matki Bożej Częstochowskiej, przekonany, że tam instrument zanotuje na pewno wysoki poziom pomiaru. Energia zapewne była, ale nie ta którą rejestrował Elektroskop. Jeden z moich przyjaciół, fizyk, był przekonany, że energia ta pochodziła od ludzi będących w stanie uniesienia emocjonalnego. W związku z tym, za jego radą udałem się na mecz hokejowy między drużyną bostońską, a kanadyjską, w czasie którego emocje widzów sięgały zenitu. Ale nie odzwierciedliło się to w postaci tej energii, którą rejestrowałem w Medjugorie. Wtedy mój amerykański przyjaciel, Robert Digan, zasugerował abyśmy pojechali do Meksyku, Niestety nie udało mi się ponownie potwierdzić istnienia tej nieznanej energii w Medjugorie z powodu zatrzymania przez jugosłowiańska milicję i wizyty na komisariacie w Citluk. Tam poprzez tłumacza zostałem poddany przesłuchaniom. Zapytałem się tego skądinąd miłego człowieka, jakim cudem tam się znalazł. Dowiedziałem się wówczas, że lokalna służba bezpieczeństwa wiedziała o moim przylocie i spotkaniu u przyjaciela Ivana w Splicie (którego poznałem uprzednio w marcu w Medjugorie) z rodzeństwem K., którzy przyjechali właśnie samochodem z Polski. Najpierw zabrano mi mój paszport i Elektroskop, a w trakcie dalszych interrogacji rozebrali Malucha, poszukując w nim jakiś bliżej nieznanych przedmiotów. Znając metody sowieckiej bezpieki poradziłem tylko Karolowi, kierowcy samochodu, aby ani na chwilę od niego nie odchodził, bo istnieje możliwość podłożenia jakiegoś przedmiotu. Na szczęście bezpieka nic nie znalazła i dała im spokój. Mnie natomiast przepytywano o moją wizytę w Medjugorie w marcu oraz przeznaczeniu mojego instrumentu pomiarowego. Próbowano mi wmówić, że jestem szpiegiem amerykańskim robiącym pomiary radioaktywności w celu wykrycia sowieckich pocisków atomowych na terenie Jugosławii. Przesłuchania trwały trzy dni, wypuszczano mnie jednak w nocy do kwatery, którą dzieliłem z moimi polskimi przyjaciółmi. Drugiego dnia trzymano mnie szczególnie długo, nie dając nic do jedzenia ani picia - pozwalano tylko aby jeden z przyjaciół przynosił mi wodę. W którymś momencie jugosłowiański oficer milicji, który prowadził te przesłuchania, spytał mnie jakie pomiary wykonywałem będąc w kościele św. Jakuba. Trzeba zaznaczyć, że wszystko co mówiłem przez tłumacza było zapisywane na maszynie przez milicjantkę. Kiedy opowiadałem o swoich pomiarach w Medjugorie, zapytano mnie o pochodzenie tej tajemniczej energii. Bez wahania stwierdziłem, że musi ona pochodzić od Boga - na co w komisariacie zapanowała martwa cisza. Zapytałem więc tłumacza, dlaczego nikt tego nie zapisuje, a on na ucho powiedział mi, że o Bogu nie wolno mówić w jugosłowiańskich urzędach. Ostatniego dnia byłem poddany procesowi cywilnemu, gdzie najpierw zasądzono utratę mego Elektroskopu i zagrożono uwiezieniem. Pamiętam, że wyrok ten mnie trochę przestraszył, ale natychmiast oddałem się w opiekę Matce Bożej i już ze spokojem powiedziałem, że jestem przygotowany na wszystko. Prokurator o czarnych jak węgiel oczach spojrzał na mnie ze zdumieniem i w końcu oświadczył że uwiezienie jest zawieszone, musze tylko zapłacić karę pieniężną, która dla mnie nie była duża, ale na ówczesne czasy w Jugosławii była to fortuna. Mi jednak zależało już wyłącznie na zwróceniu mi mojego paszportu. Tak ja wszyscy naturalizowani obywatele amerykańscy miałem w nim wpisane, że jestem urodzony w Polsce. Kiedy prokurator wręczał mi ten paszport powiedział: „Ty jesteś właściwie Polak, to na pewno rozumiałeś wszystko, cośmy do ciebie mówili”. Gdy już miałem swój paszport w ręku odpowiedziałem, że i owszem - prawie wszystko rozumiałem. Na zakończenie czarnooki Serb wskazał na moją wizę jugosłowiańską w paszporcie, która została skasowana z zakazem wjazdu do tego kraju przez następne 2 lata i nakazem opuszczenia go w ciągu 24 godzin. Później, już w czasie wojny domowej, zastanawiałem się jaka rolę spełniał ten człowiek w uśmierzaniu zrywu wolnościowego tego rejonu Jugosławii. Ciekawe czy skojarzył on sobie fakt, iż bomby spuszczane na kościół św. Jakuba nie wybuchały, gdyż energia modlitw unieruchamiała ich system zapłonowy. Dowiedziałem się, że po kilku nieudanych nalotach piloci serbscy skrzętnie omijali ten obiekt bombardując wszystko dookoła. Tak więc, nie udało mi się potwierdzić powstawania tego nieznanego typu energii w czasie modlitw w Medjugorie, aczkolwiek tuz przed wyjazdem z Bostonu, przygotowując Elektroskop w piwnicy swego domu o 10-tej wieczorem, wykazał on nagle bardzo duży odczyt – 10.000 mrad/godz. Musze przyznać, że przeszły mnie ciarki z wrażenia, ale zaraz sie opanowałem i postanowiłem wykonać doświadczenie. Zdjąłem metalowa pokrywę komory Elektroskopu czyniąc go w ten sposób miernikiem jonów powietrza. Odczyt był w dalszym ciągu ten sam. Uruchomiłem wtedy bardzo mocny jonizator i przybliżyłem do niego Elektroskop, który normalnie reagował bardzo wysokim odczytem. Jakież było moje zdumienie, gdy stwierdziłem, że tym razem nie miało to żadnego wpływu na ten instrument, tak jakby został zamrożony. Kiedy wyniosłem instrument poza dom, odczyt spadł do około 1.000 mrad/godz, ale podniósł sie do 10.000 po ponownym zejściu do piwnicy. Tak wiec tylko w moim domu była ta sama energia, którą zarejestrowałem w Medjugorie, ale zupełnie nie mogłem zrozumieć, dlaczego pojawiła się przed wyjazdem do Jugosławii. Dopiero gdy zabrano mi Elektroskop i w ten sposób uniemożliwiono potwierdzenie istnienia tej energii, zrozumiałem, że był to znak – moje poprzednie odczyty zdarzyły się naprawdę. Ale od kogo ten znak był dany? Profesor Bogusław Lipiński (ur. 1933 r.) - absolwent wydziału chemicznego Uniwersytetu Warszawskiego, były pracownik Instytutu Badań Jądrowych oraz Akademii Warszawskiej, doktor habilitowany z dziedziny biochemii. Jego pasje naukowe związane są z kardiologią i chorobami degenerującymi. Od 1971r. profesor Szkoły Medycznej Uniwersytetu Tuftsa w Bostonie, a następnie - Szkoły Medycznej Uniwersytetu Harvarda, z którą współpracuje także i dziś, jako emeryt. Zainteresowania bioelektrycznością doprowadziły do wydarzeń przełomowych w jego życiu. Badania nad tą dziedziną przyciągnęły go, w 1985 r. do Medjugorie, gdzie pracował z zastosowaniem elektroskopu. Na skutek wizyty w Medjugorie, przebył spowiedź generalną i przeżył swoje nawrócenie. Obecnie stale przebywa w Stanach Zjednoczonych, zajmuje się badaniami dotyczącymi komórek nowotworowych. Po za tym rozwija swoje pasje i zainteresowania związane z innymi dziedzinami nauki, a przede wszystkim z łączeniem wiary i rozumu, "będącymi dwoma skrzydłami, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy." (Jan Paweł II) Od redakcji: Badania naukowców i lekarzy wydają się jednoznacznie stwierdzać, że nie sposób znaleźć racjonalnego wytłumaczenia dla zjawisk zachodzących w Medjugorie. Na dzień dzisiejszy obowiązuje zasada: Non Constat de supernaturalitate (nie jest pewne, że to jest nadprzyrodzone). Jednak sprawą, jak pisaliśmy ponownie zajął się Kościół, tym razem już chyba na najwyższym szczeblu. Kto ma zatem rację w sporze o Medjugorie? Zwolennicy objawień, doszukujących się pięknych duchowych owoców nadprzyrodzonych wydarzeń, czy przeciwnicy, którzy ukazują nieścisłości dogmatyczne z objawieniami? Wobec Medjugorie najlepiej chyba zachować pewien dystans i oczekiwać na owoce pracy powołanej komisji, co zaś do opinii własnej, trzeba ją na razie pozostawić indywidualnemu rozeznaniu i opinii wiernych...
|
|||
| Poprawiony: niedziela, 25 lipca 2010 12:11 |

AUTOR: Ks. Jarosław Wiśniewski
Książka jest owocem dziesięcioletnich doświadczeń prowadzenia modlitw o uwolnienie spod wpływu złych mocy. Termin uwalnianie odnosi się do wszelkiej konfrontacji z duchem zła, której celem jest przezwyciężenie jego wpływu. Uwalnianie może zatem dotyczyć całej kategorii zmagań ze złem, poczynając od zwalczania pokus, a kończąc na egzorcyzmach.
Jan Paweł II, który dziś sam jest kandydatem na ołtarze beatyfikował i kanonizował o wiele więcej osób niż jakikolwiek poprzedni papież. Przez całe swoje życie zafascynowany był tajemnicą świętości człowieka. Na czym polega fenomen świętości Jana Pawła II? Jak papież rozumiał świętość? Z jakimi świętymi najbardziej związany był Karol Wojtyła i jaki wpływ wywarli na jego życie? To pytania, na które szuka odpowiedzi Autor książki Do nieba przez aklamację.





























