|
"Ofiarowany" - żródło życia, którego szukasz |
|
|
|
|
Wpisany przez ks. Jarosław Oponowicz
|
|
środa, 01 lutego 2012 14:14 |
|
Życie konsekrowane – z czym kojarzy się współczesnemu człowiekowi, szczególnie wierzącemu w Chrystusa. Okazją do refleksji jest święto Ofiarowania Pańskiego, gdy z Joachimem i Anną witamy Boże Dziecię, przynoszone do świątyni, świętujemy Dzień Osób Życia Konsekrowanego.
Przeglądając na jednym z portali, zadającemu pytania i zbierającemu opinie, wpisy pod relacją o życiu dziewic konsekrowanych zarysował mi się następujący obraz.
|
|
Poprawiony: środa, 01 lutego 2012 18:38 |
|
Więcej…
|
|
Wpisany przez TOMASZ SANCTI
|
|
czwartek, 29 grudnia 2011 12:55 |
Portret duchowy Pauliny Jaricot Owoce jej życia, którymi dzisiaj cieszy się cały Kościół, dojrzały w bezgranicznym oddaniu się Bogu, w miłości wyrażonej w modlitwie i czynach miłosierdzia oraz w posłuszeństwie Kościołowi. Paulina już od wczesnych lat szukała miłości. Doświadczyła jej wiele w religijnym i dostatnim domu rodzinnym. Najmłodsza z siedmiorga rodzeństwa znajdowała różne sposoby, by zwrócić na siebie uwagę – najpierw rodziców, potem innych osób. To, co w oczach innych było niewinne, ona sama potem surowo ganiła. „Chęć podobania się, zwłaszcza młodym ludziom, była moim największym i jedynym celem. Wszystko, cokolwiek robiłam, miało służyć temu, by się podobać. Słowem, stałam się kokietką”. Od rozpaczy do nawrócenia Wciągnięta w wir spraw światowych Paulina oddaliła się od Boga, choć w głębi duszy chciała Mu służyć i do Niego należeć. Gdy nie znajdowała przyjemności w sprawach tego świata, targana wieloma wątpliwościami i skrupułami, pragnęła zapaść się w nicość, aby nie odczuwać bólu życia. Jej rozpacz przemieniła się jednak w nawrócenie. „Powstanę – powiedziałam do siebie – ponieważ źródłem pokoju doczesnego i wiecznego jest jedynie Bóg”. Nawrócenie, które przeżyła w wieku 17 lat, widziała wyraźnie jako łaskę Bożą. „Miłość bez granic, bez wyrzutów sumienia, bez obaw i bez wytchnienia; takiej miłości szukałam, lecz w świecie jej nie znalazłam”. Zdecydowała się więc spalić modne romanse, zaczęła się ubierać bardzo skromnie, nawet swój portret nakazała przemalować, gdyż suknia, w której była na nim przedstawiona, odznaczała się nadmierną wykwintnością. Swoje sukienki uszyte z najlepszych materiałów podarowała dziewczynkom przystępującym do Pierwszej Komunii świętej. Czas poszukiwań i walki duchowej ukazał jej wartość modlitwy. W autobiografii napisała: „Modlitwa pokonuje wszystkie kłopoty, broni przed nieprzyjaciółmi, odnosi zawsze zwycięstwo. Im więcej się modlicie, tym bardziej kochacie Boga i opieracie się pokusom diabła. (…) Gdyby można było otworzyć bramy piekieł, zobaczylibyśmy, ilu potępionych znalazło się tam właśnie dlatego, że przestali się modlić. (…) Módlcie się do Jezusa za wstawiennictwem Maryi. Ona utoruje wam drogę do nieba. Wielu mieszkańców nieba właśnie wstawiennictwu Matki Bożej zawdzięcza swoje zbawienie”.
|
|
Poprawiony: piątek, 03 lutego 2012 19:13 |
|
Więcej…
|
|
Łaska miejsca, czyli 3 x L |
|
|
|
|
Wpisany przez TOMASZ SANCTI
|
|
niedziela, 18 grudnia 2011 16:29 |
Akademicka pielgrzymka do źródeł kultury europejskiej od dawna zaprzątała mi głowę, tak jak od dawna nęciły mnie dwa źródła: „Złota legenda” dominikanina Jakuba de Voragine oraz „Wieczory nad Lemanem” jezuity Mariana Morawskiego. Połączenie tych dwóch książek zdawałoby się całkowicie przypadkoweSłynna „Złota legenda” – zbiór kazań dla prostaczków, budujący późnośredniowieczną wyobraźnię, inspirujący artystów, pisarzy, wzywający do świętości na swój sposób – oraz wyrafinowane „Wieczory nad Lemanem”. Z ich autorami związane są dwa miejsca: maleńka nadbrzeżna mieścina Varazze, tuż koło Genui, oraz wioseczka Ouchy nad Lemanem, w pobliżu Lozanny, gdzie w hotelu Beau-Rivage zebrali się ówcześni intelektualiści, aby rozmawiać o religii, jej miejscu w życiu człowieka, i dojść do celu wszystkiego, co jest – samego Jezusa.
|
|
Więcej…
|
|
Wpisany przez Dawid (Hagion) Rogoziński
|
|
niedziela, 20 listopada 2011 11:19 |
Marek Blaza SJ
Chociaż Sobór Watykański II potwierdził zachowanie czcigodnego prawa celibatu kapłańskiego w Kościele rzymskokatolickim, to jednak w dekrecie o posłudze i życiu kapłanów Ojcowie soboru stwierdzili, że celibat jako doskonała i dozgonna powściągliwość (...) nie jest wymagana jednak przez kapłaństwo z jego natury, jak to okazuje się z praktyki Kościoła pierwotnego i tradycji Kościołów Wschodnich (nr 16). W kontekście tego orzeczenia podjęta została dyskusja również w Kościele rzymskokatolickim nad ewentualnością zmiany dyscypliny kościelnej polegającej jak dotąd na ścisłej współzależności od siebie kapłaństwa i celibatu, gdzie z zasady do święceń kapłańskich dopuszcza się jedynie kandydatów nieżonatych, którzy albo dobrowolnie podjęli obowiązek celibatu, albo złożyli wieczyste śluby zakonne[1]. Również Paweł VI w Encyklice o celibacie w 1967 r. postawił pytanie, czy mamy uznać, że nadeszły czasy, w których należy rozwiązać węzeł łączący w Kościele celibat z kapłaństwem?[2] I choć sam w swoim nauczaniu odpowiedział na to pytanie negatywnie, to jednak również dzisiaj w samym Kościele rzymskokatolickim nie brakuje zwolenników zniesienia celibatu i dopuszczenia również do posługi kapłańskiej żonatych mężczyzn. Na pozór możliwość zniesienia celibatu w Kościele rzymskokatolickim wydaje się być sprawą prostą, jednak tylko do momentu, kiedy trzeba konkretnie określić, na czym to zniesienie celibatu miałoby polegać. Samo bowiem sformułowanie "zniesienie celibatu" nie jest jednoznaczne. Należy bowiem zauważyć, że każdy Kościół, który nie nakłada obowiązku celibatu na swoich duchownych, wypracował w tym względzie swoją własną dyscyplinę kościelną. Co więcej, częstokroć dyscyplina jednego Kościoła dotycząca tej kwestii na tyle różni się od dyscypliny innego Kościoła, że wykluczają się one wzajemnie. A zatem gdyby w Kościele rzymskokatolickim zdecydowano się na zniesienie celibatu, wówczas należałoby przyjąć nowy, konkretny model współzależności między kapłaństwem a celibatem, najprawdopodobniej taki, jaki już obowiązuje w innym Kościele lub grupie Kościołów, odrzucając tym samym dyscyplinę panującą w pozostałych Kościołach. Aby zatem lepiej zrozumieć, jak różnoraka może być współzależność między kapłaństwem a celibatem, należy najpierw zapoznać się z dyscypliną obowiązującą w tym względzie w Kościele rzymskokatolickim, a następnie w Kościołach wschodnich oraz w niekatolickich Kościołach i Wspólnotach Kościelnych na Zachodzie. Dopiero w tym kontekście można rozpatrzyć, jakie byłyby ewentualne konsekwencje wynikające ze zmiany dyscypliny dotyczącej celibatu kapłanów w Kościele rzymskokatolickim.
|
|
Poprawiony: niedziela, 20 listopada 2011 16:55 |
|
Więcej…
|
|
Jesteśmy naczyniami połączonymi |
|
|
|
|
Wpisany przez Dawid (Hagion) Rogoziński
|
|
wtorek, 01 listopada 2011 12:56 |
|
Z ks. prof. Jerzym Szymikiem rozmawia ks. Marek Łuczak...
ks. Marek Łuczak: – Uroczystość Wszystkich Świętych jest chyba paradoksalna. W tym dniu szczególnie myślimy o cmentarzu i jako chrześcijanie dostrzegamy w nim tryumf nadziei, mimo że – pozornie – mogłoby być odwrotnie...
ks. prof. Jerzy Szymik: – Od szkoły podstawowej uroczystość Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny kojarzą mi się z pewnym doświadczeniem wykonywanym na lekcjach fizyki. Pamiętam to doskonale, byłem wtedy chyba piątoklasistą, a na pewno ministrantem. Chodzi o doświadczenie z tzw. systemem naczyń połączonych. Do dziś przed oczyma mam nauczycielkę, panią Machnik, która skupiała naszą uwagę na kilku szklanych naczyniach z cieczą. Nie przypuszczała zapewne, że jej ucznia obraz ten poprowadzi dalej, z fizyki w metafizykę, w rzeczywistość duchową, w stronę prawdy o „communio sanctorum”, czyli świętych obcowaniu... Jesteśmy, żywi i zmarli, systemem naczyń połączonych. Moje zło, nawet najbardziej ukryte, intymne, szkodzi realnie moim braciom i siostrom. Na szczęście jest i odwrotnie: moje dobro, nawet zupełnie im nieznane, pomaga im na różne sposoby. Szczególnie ta ostatnia konstatacja nie może nie umacniać nadziei, nawet na cmentarzu.
|
|
Poprawiony: wtorek, 01 listopada 2011 12:58 |
|
Więcej…
|
|
Wpisany przez Maria Rachel Cimińska
|
|
środa, 26 października 2011 19:41 |
|

Od 2 do 4 grudnia bieżącego roku w Centrum Duchowości „Honoratianum” w Zakroczymiu (ul. Bł. Honorata Koźmińskiego 36 b ), odbędą się rekolekcje adwentowe dla nauczycieli, katechetów oraz wychowawców.
Program przewiduje m.in. Eucharystię, konferencję, katechezę, modlitwę (Liturgia Godzin, rozważanie Słowa Bożego). Zgłoszenia przyjmowane są: - Telefonicznie na nr 22 785 23 28 bądź 22 785 34 96 - Oraz e-maiem
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
Więcej informacji o rekolekcjach „ Nauczyciel Dobry … „ na stronie www.nauczycieldobry.blogspot.com
|
|
Poprawiony: środa, 26 października 2011 19:51 |
|
Więcej…
|
|
Tajemnica modlitwy różańcowej. |
|
|
|
|
Wpisany przez ks. Jarosław Oponowicz
|
|
sobota, 01 października 2011 00:16 |
|
Jan Paweł II to człowiek maryjny w całym tego słowa znaczeniu. Okazywał cześć Maryi w najwyższym stopniu, co wiązało się z atmosferą Kościoła w Polsce jego lat dziecinnych oraz domu rodzinnego. Długie modlitwy przed obrazami różnych wezwań Maryi, pielgrzymki do sanktuariów z Kalwarią Zebrzydowską a potem Częstochową na czele, organizowanie ‘Żywego Różańca’, dostrzeganie roli Maryi nie tylko w historii narodu, ale także jego osobistej związanej z wyborem na papieża, który łączył z Częstochową, „sanktuarium wielkiej nadziei”. Cieszył się, że zewnętrznym maryjnym owocem Soboru Watykańskiego II było ogłoszenie Maryi Matką Kościoła 21 XI 1964r. Jednak w tym kulcie Maryi zawsze dostrzegał on Chrystusa a wręcz służbę jaką ten kult pełni wobec Jego kultu: „prawdziwe nabożeństwo do Matki Bożej jest właśnie chrystocentryczne”. Maryja była obecna w herbie biskupim, co przedłużył podczas pierwszego orędzia Urbi et Orbi, powierzając się opiece macierzyńskiej Maryi: „słowa Totus Tuus, które przed dwudziestu laty w dniu sakry biskupiej wypisaliśmy w sercu i naszym godle”
|
|
Poprawiony: sobota, 01 października 2011 07:27 |
|
Więcej…
|
|
Audiencja ogólna: Jak uczyć się modlitwy od konającego Jezusa (Psalm 22) |
|
|
|
|
Wpisany przez Maria Rachel Cimińska
|
|
środa, 14 września 2011 16:59 |
|

Boże mój, Boże, czemuś mnie opuścił – ta osobliwa modlitwa, którą Jezus kierował do Ojca z wysokości krzyża, była tematem papieskiej katechezy. Na kolejnych audiencjach ogólnych Benedykt XVI kontynuuje cykl swoistej szkoły modlitwy. Tym razem, podobnie jak w poprzednim tygodniu, zajął się rozważaniem konkretnego psalmu jako wzorca dla naszej modlitwy. Psalm 22, bo o nim dziś była mowa, jest dobrze znany w chrześcijańskiej tradycji. Jego słowami modlił się bowiem umierający Jezus.
Ojciec Święty zatrzymał się nad pierwszą częścią Psalmu, aby zgłębić znaczenie modlitwy błagalnej. Mamy tu do czynienia z postacią niewinnego, który jest prześladowany i skazany na śmierć. W bolesnym błaganiu, ale z pewnością wiary, zwraca się on ku Bogu. Choć ma świadomość swej dramatycznej sytuacji, nie traci nadziei. Na początku wznosi wołanie do Boga, który jawi się jako daleki: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił!”. W krańcowym akcie zaufania i wiary trzykrotnie zwraca się do Boga: „Boże mój”. Wie, że jego Bóg nie może go opuścić. Jak wiadomo, w Ewangelii św. Marka i św. Mateusza to wołanie płynie z ust konającego Jezusa. Jednak, jak w Psalmie, przeradza się ono w modlitwę uwielbienia: „Odpowiedziałeś mi, będę głosił imię Twoje swym braciom i chwalić Cię będę pośród zgromadzenia”.
Benedykt XVI zauważył, że Psalm 22 szczegółowo opisuje bestialstwo oprawców, aby pokazać, że przemoc i brutalność nas odczłowiecza, sprawia, że zaczynają w nas dominować zwierzęce postawy. W takiej sytuacji niezbędna jest zbawcza interwencja Boga, aby oprawca ponownie mógł stać się człowiekiem.
|
|
Więcej…
|
|
Pobożność – to nie dla mnie… A może jednak? |
|
|
|
|
Wpisany przez Maria Rachel Cimińska
|
|
wtorek, 06 września 2011 18:40 |
Droga człowieka do źródła swojego życia, czyli Boga, z racji tego, że jesteśmy osadzeni w konkretnym czasie i miejscu, posiada swój zewnętrzny, materialny charakter. Jesteśmy ludźmi i nasz Stwórca pragnie, abyśmy szli do Niego poprzez wszystkie pokłady naszego człowieczeństwa. Wcielenie Jezusa jest namacalnym potwierdzeniem wielkiej wartości naszego ziemskiego życia, które chociaż cały czas „uduchawiane” i nakierowywane na wieczność, to jednak aby wyrazić i rozwinąć się, potrzebuje całej fizyczności, czyli mówiąc najprostszym językiem – ciała. Oczywiście ta wędrówka nie jest tylko ludzkim zmaganiem się z rzeczywistością przerastającej nas wielokrotnie codzienności (nie wspominając już nawet pragnień zmierzających w kierunku sfery nadprzyrodzonej). Ta wędrówka bowiem to zwyczajne odkrywanie obecnego w nas Stwórcy, który sprawia, że jesteśmy ludźmi wiary, nadziei i miłości. Mało tego, przeżywana codziennie obecność Trójjedynego Boga w nas przybiera bardzo konkretne postawy wynikające ze świadomego korzystania ze złożonych w nas darów. A mianowicie otrzymane na chrzcie i ugruntowane poprzez bierzmowanie dary Ducha Świętego sprawiają, że szara obojętność otoczenia staje się przemieniona obecnością chrześcijanina, otwartego na działanie Bożego Ducha.
|
|
Poprawiony: wtorek, 06 września 2011 18:46 |
|
Więcej…
|
|
|