Jam miłego mego, a mój miły jest mój - w służbie wierności Kościoła
2 lutego Kościół Katolicki dziękować będzie za wszystkie powołania do wyłącznej służby Bogu. Poprzez rozmowę ss. Klarysek od Wieczystej Adoracji z Kłodzka, z Marią Rachel Cimińską, przybliżymy istotę ślubów zakonnych i ich miejsce i konieczność dla naszego życia w XXI wieku. 

Maria: S. Joyce Ridick SSC, w książce „ Skarby w naczyniach glinianych” napisała, że ubóstwo – „ przede wszystkim oznacza elastyczność, całkowitą, niezależną od uczuciowych pragnień dyspozycyjność, która potrafi jednakowo przyjąć utratę i zmianę, jak też zachowanie i pogłębienie więzi ze względu na Chrystusa”. Dla osoby świeckiej owa definicja jest wręcz zaskakująca, jeżeli ślub ubóstwa sprowadza się do braku dóbr.  Siostro, czym ślub ubóstwa jest i jak wygląda jego przeżywanie w klasztorze w Kłodzku?
s.M. Leticja: Ubóstwo to rzeczywistość ogromnie złożona i szczególnie umiłowana przez rodzinę franciszkańską, w tym nas – siostry klaryski. Ma chrześcijański sens, gdy jest podejmowane ze względu na Chrystusaubogiego i nie sprowadza się tylko i wyłącznie do nieposiadania albo rezygnowania z dóbr materialnych.
Tak, my kochamy papieża!
Benedykt XVI

100 Rosaries for the Holy Father incjatywa duchowego przygotowania do kolejnych Światowych Dni Mlodzieży. Więcej o incjatywie, w rozmowie z Marią Rachel Cimińską powiedział Ksiądz Miguel Jorge Pereira organizator incjatywy.

Maria:   Krótko po zakończeniu się Światowych Dni Młodzieży postanowił Ojciec zorganizować inicjatywę  100 różańców za Ojca Świętego. Zacznijmy może rozmowę od podsumowania Światowych dni Młodzieży, ale w kontekście duchowym – czy młodzież która przyjeżdża na Światowe Dni Młodzieży jest przygotowana do dawania świadectwa nie tylko słowem ale przede wszystkim czynem? Jak to wyglądało w Madrycie?

Ksiądz Miguel Jorge Pereira: Jestem pewien, że w obecnych czasach młodzi mogą być obliczem Jezusa Chrystusa. Nie mówię tylko, że mogliby być – mówię, że oni prawdziwie potrzebują stawać w świecie wraz z Jezusem Chrystusem.

CZYTAJ DALEJ...
Co się dzieje z nierozerwalnością małżeństwa?

Nierozerwalność małżeńska czy ceni się ją w XXI wieku? Na to pytanie odpowiada o. Piotr Zajączkowski OFM Cap Gwardian Klasztoru Braci Mniejszych Kapucynów w Białej Podlaskiej i  Duszpasterz Rodzin, podczas rozmowy z Marią Rachel Cimińską.

Maria: Rodzina jest podstawową jednostką społeczną. W XXI wieku Kościół na nowo widzi potrzebę walki o wartość i godność tej komórki, stanowiącej o żywotności i płodności całej ludzkiej rodziny. W jaki sposób można dzisiejszym ludziom przypominać o fundamentach, na których oparte jest życie rodzinne, jak chociażby świętość i nierozerwalność małżeństwa?

o. Piotr Zajączkowski OFM Cap: To, że trzeba o tym przypominać jest oczywiste. Natomiast jak to robić? Zadaniem Kościoła jest właśnie szukanie sposobów na dotarcie do ludzi z przesłaniem o rodzinie i małżeństwie, o jej świętości i nierozerwalności. Dzisiaj nie wystarczy mieć rację. ...

CZYTAJ DALEJ...
Kościół w Tomsku

W II Niedzielę Adwentu Kościół Katolicki, zwróci swój wzrok ku Kościołowi Katolickiemu na Wschodzie. Jako Portal, ponownie chcemy powiedzieć coś więcej o parafii w Tomsku.Sytuację na parafii, stosunek władzy do Kościoła, przybliżył w rozmowie z Maria Rachel Cimińską, ks. Andrzej Duklewski proboszcz parafii w Tomsku.

Maria: Wiele lat starano się, aby Rosja odrzuciła wiarę; ateizacja zostawiła konkretne owoce. Czy mającym zaczątki wiary trudno jest przyznać się czy tym bardziej utożsamiać się z Kościołem katolickim?

Ks. Andrzej Duklewski: Myślę, że stopniowo, powoli ci katolicy bardziej czują się Kościołem. Fakt, że od prawie dwudziestu lat w Rosji, na Syberii są księża. Powstają nowe kościoły, powstają nowe kaplice. Formują się wspólnoty parafialne. To wszystko, takie przekonanie, taka pewność wzrasta, że to jest na stałe, że to jest trwałe. Oraz, że instytucja Kościoła rozwija się, rośnie. Wcześniej, niektórzy bali się przyznawać do tego że są katolikami.

CZYTAJ WIĘCEJ...
Niebo na ziemi

Dzisiejszego dnia (21 listopada) przypomnieć można o życiu zakonnym, gdyż ogłoszona w dniu 21 listopada 1964 roku Konstytucja dogmatyczna Lumen gentium jest najpoważniejszym dokumentem soborowym, który zajmuje się problematyką życia zakonnego. Oprócz tego temat św. Klary czy też św. Weroniki jest momentem aby światu przypomnieć o Siostrach Klaryskach Kapucynkach. Jak siostry świętują te Jubielusze i jak wygląda ich codzienne życie dowiedziała się w rozmowie z s. Grażyną Dryjańską OSCCap, mistrzynią junioratu w Brwinowie Maria Rachel Cimińska.

Maria: Naszą rozmowę rozpocznijmy od tematu św. Klary. Trwa Jubileusz i widać poruszenie w świecie franciszkańskim i klariańskim. Jak ten Rok przeżywany jest w Waszej wspólnocie?

s. Grażyna Dryjańska OSCCap:
Obchody jubileuszowe rozpoczęłyśmy 11 sierpnia 2011 uroczystą Mszą św., której przewodniczył br. Andrzej Derdziuk OFMCap z Lublina, obecny był też ...
CZYTAJ DALEJ...

Świętych obcowanie
Świętość dwojga – błogosławieni Maria i Alojzy Quattrocchi PDF Drukuj Email
Wpisany przez Maria Rachel Cimińska   
niedziela, 05 lutego 2012 21:02


Autor: MICHAŁ GRYCZYŃSKI

 

Wyniesienie na ołtarze pary małżonków, którzy uświęcili się przez związek sakramentalny i życie rodzinne, było precedensem w dziejach Kościoła. Ta beatyfikacja, u progu III tysiąclecia chrześcijaństwa, stanowiła zwiastun przełomu w duchowości chrześcijańskiej ku „świętości dwojga”.

 

 

Wszyscy jesteśmy powołani do świętości, do której każdy podąża własną drogą. Jedną z nich – o czym wielokrotnie przypominał bł. Jan Paweł II, m.in. w adhortacji apostolskiej Familiaris consortio – jest życie małżeńskie. Szczególnym znakiem potwierdzającym ową prawdę był dzień 21 października 2001 r. Oto bowiem w 20. rocznicę ogłoszenia wspomnianej adhortacji miała miejsce beatyfikacja pierwszej pary małżeńskiej.
Poprawiony: środa, 08 lutego 2012 11:22
Więcej…
 
O kim opowiada film Habemus Papam? PDF Drukuj Email
Wpisany przez Aleksandra Bonk   
czwartek, 17 listopada 2011 00:55

Ateista na kozetce

Kto zna Włochów i ich familiarne podejście do Kościoła, które pozwala im patrzeć na papieża i cały świat wiary z charakterystycznym dystansem, bez trudu zrozumie, że na taki film jak Habemus Papam Morettiego nie można się obrażać. Co więcej, można się dzięki niemu nawet zadumać,
choć swego rodzaju naiwność tej historii rodzi mieszane uczucia.

tekst
ks. Dariusz Madejczyk
redaktor naczelny

Choć fabuła filmu nie jest szczególnie skomplikowana, na pewno jest zaskakująca. Pośród kardynałów zwołanych na konklawe po śmierci papieża jest też kard. Melville (Michel Piccoli). Francuski purpurat, jak i wielu innych, chyba ani przez chwilę nie myślał, że wybór może paść na niego. A jednak – to on zostaje wybrany na papieża. Krzyk rozpaczy i ucieczka w chwili, gdy ma być ogłoszone jego imię jako nowego następcy św. Piotra, odwracają dobrze nam znany bieg wydarzeń związanych z początkiem pontyfikatu. Rzecznik prasowy, Polak (w tej roli Jerzy Sthur), każe wszystkim czekać, tłumaczy dziennikarzom, że papież się modli. W tym samym czasie do Watykanu przybywa psychoanalityk, w którego rolę wcielił się sam reżyser filmu, Nanni Moretti. Niestety, czy to przez swoją niewiarę, czy z powodu sytuacji i osoby samego pacjenta, nie jest w stanie nic zrobić. Odsyła papieża do swojej byłej żony, też psychoanalityka, by u niej szukał wsparcia. Rozmowy i wędrówki po ulicach Rzymu, a także niezwykła życzliwość wszystkich, którzy nagle odkrywają ludzki dramat tego, który ma przywdziać białą sutannę, niczego nie zmieniają. Kiedy Ojciec Święty staje wreszcie na balkonie Bazyliki św. Piotra, z jego ust pada tylko dramatyczne wyznanie: „Czuję, że nie jestem z tych, którzy mogą przewodzić, ale z tych, co powinni być prowadzeni. Nie jestem tym przewodnikiem, którego potrzebujecie. Ja nim nie jestem. Nie mogę nim być”…

Na fabułę filmu zasadniczo nikt się nie oburza. Nawet watykański dziennik „L’Osservatore Romano” z dużym spokojem i dystansem podchodzi do całej historii. Pokazując słabe strony filmu i swego rodzaju zagubienie Morettiego, który ma trudności z odnalezieniem siebie i przekazaniem swoich osobistych idei w tym filmie, dziennikarz „L’Osservatore” docenia, jak to określił, „pojedyncze spostrzeżenia” reżysera.

Wirujący świat Morettiego

Rzeczywiście, oglądając film, ma się wrażenie, że świat wiruje nam przed oczami. Bohaterowie filmu, skądinąd zaszokowani sytuacją, która nie miała nigdy dotąd miejsca, są kompletnie zagubieni, ukazują całą paletę możliwych ludzkich zachowań w obliczu nieoczekiwanego przebiegu zdarzeń. Tak naprawdę jednak widz, przynajmniej wierzący widz, zadaje sobie cały czas pytanie, co autor chce nam powiedzieć? Dlaczego tworzy historię niesłychaną, ukazuje Kościół, którego nie ma?

Mam wrażenie, że film jest jakimś wyznaniem rozpaczy człowieka niewierzącego. Moretti, który deklaruje się jako ateista, staje wobec fenomenu świata, którego nie potrafi zrozumieć, świata przekraczającego kategorie poznawcze, w których na co dzień się porusza. Pewne rzeczy nie mieszczą się w jego głowie. Zadaje sobie pytanie, jak to możliwe, że nikt nie zdezerterował; że ludzie są zdolni podjąć takie wyzwania, jakie niesie za sobą decyzja konklawe? Dla nas, katolików, odpowiedź jest prosta. Jest Ktoś, kto im daje siłę i moc. Kto pozwala iść w nieznane... Kto pomaga pokonywać wszelkie lęki i trudności. Mówił już o tym bł. Jan Paweł II zaraz po swoim wyborze: „Bałem się przyjąć ten wybór, jednak przyjąłem go w duchu posłuszeństwa dla Pana naszego Jezusa Chrystusa i w duchu całkowitego zaufania Jego Matce, Najświętszej Maryi Pannie”.

Z pomocą ludzkiej słabości

Mówiąc o lęku związanym z wyborem na papieża, Moretti niczego nowego nie odkrywa. Mówi o zwykłych ludzkich przeżyciach. Jego trudność polega na tym, że nie bierze pod uwagę, iż są w życiu decyzje, które podejmujmy nie tylko opierając się na chłodnej kalkulacji, analizując różne za i przeciw, biorąc pod uwagę zdolności i predyspozycje czy lęki i słabości. Jest przecież także – być może dla ateisty trudna do pojęcia – przestrzeń zaufania Bogu, Duchowi Świętemu, który „przychodzi z pomocą naszej słabości” (Rz 8, 26). Jako ludzie wiary, „wiemy też, że Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra, z tymi, którzy są powołani według [Jego] zamiaru” (Rz 8, 28). Z laickiego punktu widzenia ta prawda nie istnieje, ale to właśnie ona ożywia nie tylko konklawe, nowego papieża, ale cały Kościół.

Dowodem tego jest zadziwienie, jakie przeżywa świat w obliczu kolejnych pontyfikatów. Kiedy papież umiera, wszyscy zadają sobie pytanie, jaki będzie nowo wybrany Ojciec Święty? Czy zdoła udźwignąć wielkie dziedzictwo swojego poprzednika? Czy jego dotychczasowe zaangażowanie, historia życia i różne ludzkie uwarunkowania pozwolą mu sprostać wielkim zadaniom? Te ludzkie pytania zawsze powracają przy śmierci papieża i przy wyborze jego następcy. I za każdym razem przeżywamy też jakieś zadziwienie, że chociaż nowy papież jest inny od swojego poprzednika, to jednak również go kochamy, cenimy, podziwiamy...

Wciąż żywe przykłady takich reakcji mamy choćby w postawie bł. Jana XXIII i Benedykta XVI. Pierwszy wydawał się za stary, by cokolwiek zmieniać – a to właśnie on zwołał Sobór Watykański II; drugi – wstępował na miejsce tego, któremu w chwili śmierci nadano spontanicznie przydomek „Wielki”, przy trumnie którego wołano „Santo subito!” – święty natychmiast, który jednym słowem lub uśmiechem potrafił porwać tłumy wiernych. Benedykt XVI po swoim wyborze powiedział po prostu i z wielkim zaufaniem Bożej Opatrzności: „Po wielkim Janie Pawle II, kardynałowie wybrali mnie, prostego i pokornego robotnika w winnicy Pana. Cieszy mnie, że Pan takimi niedoskonałymi narzędziami może pracować i rządzić”.

Właściwie to jedno zdanie Benedykta XVI obnaża całą słabość filmu Nanniego Morettiego. Mówienie o Kościele z pominięciem wiary nieuchronnie sprowadza na manowce. Skazuje człowieka na niepowodzenie. Bez wiary człowiek staje się rzeczywiście tylko niedoskonałym narzędziem. Jednak dzięki wierze i zaufaniu Bóg może tym niedoskonałym narzędziem pracować i rządzić.

Można przeprowadzać różne badania, tworzyć analizy i statystyki dotyczące religijności, ale trzeba wciąż pamiętać, że będzie to tylko jakiś wycinek wielkiej rzeczywistości, jaką jest Kościół i wiara tych, którzy go tworzą. Psychoanalitycy z filmu Morettiego nie potrafią pomóc filmowemu papieżowi, ponieważ... to jest papież Morettiego – papież, który nie istnieje. Narodził się wyłącznie w wyobraźni człowieka, który chciałby po ludzku wyjaśnić to, co dzieje się w człowieku nie tylko dzięki jego osobistym przymiotom, ale przede wszystkim dzięki łasce Bożej.

Mówi się, że teologię trzeba studiować na klęczkach. Tak jest nie tylko z teologią. Żeby dobrze mówić o Bogu i Kościele, też trzeba uklęknąć. Trzeba wpierw spotkać Tego, który do nas przemówi albo który przynajmniej pozwoli nam siebie szukać.

Może ktoś się dziwi, że poświęcam tyle miejsca na ten film. Wydaje mi się jednak, że warto go zauważyć, bo w jakiś sposób oddaje on rzeczywistość, w której żyjemy jako katolicy. Jesteśmy narażeni na ciągłe zderzanie się z laickimi obrazami Kościoła. Poprzez takie obrazy, sposoby ukazywania i interpretacji, próbuje się obedrzeć go z wszelkiej duchowości i pozbawić Bożego wymiaru. To właśnie jest symptomatyczne dla naszych czasów. Gdy spojrzymy dokoła siebie, na rzeczywistość, w której dziś żyjemy, zobaczymy dokładnie to samo co w filmie Morettiego – mówienie o Kościele z pominięciem Tego, który ten Kościół ożywia. Z łatwością oddajemy się różnorakim dywagacjom i mniej czy bardziej mądrymi słowami karmimy naszą próżność, zamiast posłuchać Tego, który przemawia w ciszy. Kościół, w którym zapomina się o Bogu, a liczy tylko na człowieka, nikomu nie jest potrzebny. I tak naprawdę taki Kościół nie istnieje.


ŹRÓDŁO: Przewodnik Katolicki nr.46; 13.11.2011

966px × 305px

Poprawiony: czwartek, 17 listopada 2011 01:01
 
Błogosławiony Jan Paweł II, papież PDF Drukuj Email
Wpisany przez Maria Rachel Cimińska   
sobota, 22 października 2011 09:58

Karol Józef Wojtyła urodził się 18 maja 1920 r. w Wadowicach, niewielkim miasteczku nieopodal Krakowa, jako drugi syn Emilii i Karola Wojtyłów. Został ochrzczony w kościele parafialnym 20 czerwca 1920 r. przez ks. Franciszka Żaka, kapelana wojskowego. Rodzice nadali imię Karolowi na cześć ostatniego cesarza Austrii, Karola Habsburga.

Rodzina Wojtyłów żyła skromnie. Jedynym źródłem utrzymania była pensja ojca - wojskowego urzędnika w Powiatowej Komendzie Uzupełnień w stopniu porucznika. Edmund, brat Karola, studiował medycynę w Krakowie i został lekarzem. Wojtyłowie mieli jeszcze jedno dziecko - Olgę, która zmarła zaraz po urodzeniu.
W dzieciństwie Karola nazywano najczęściej zdrobnieniem imienia - Lolek. Uważano go za chłopca utalentowanego i wysportowanego.
13 kwietnia 1929 r. zmarła matka Karola, a trzy lata później, w 1932 r., w wieku 26 lat, zmarł na szkarlatynę brat Edmund. Chorobą zaraził się od swojej pacjentki w szpitalu w Bielsku.
Od września 1930 r. Karol rozpoczął naukę w 8-letnim Państwowym Gimnazjum Męskim im. Marcina Jadowity w Wadowicach. Nie miał żadnych problemów z nauką, już w tym wieku, według jego katechetów, wyróżniała go także ogromna wiara. 14 maja 1938 r. Karol zakończył naukę w gimnazjum, otrzymując świadectwo maturalne z oceną celującą, następnie wybrał studia polonistyczne na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Poprawiony: sobota, 22 października 2011 10:03
Więcej…
 
Święta Faustyna Kowalska, dziewica PDF Drukuj Email
Wpisany przez Lidia Sysak   
środa, 05 października 2011 10:21

Święta Faustyna Kowalska Helena Kowalska urodziła się 25 sierpnia 1905 r. jako trzecie z dziesięciorga dzieci, w rolniczej rodzinie z Głogowca k/Łodzi. Dwa dni później została ochrzczona w kościele parafialnym pod wezwaniem św. Kazimierza w Świnicach Warckich (diecezja włocławska). Nadano jej wówczas imię Helena. Kiedy miała siedem lat, po raz pierwszy usłyszała w duszy głos wzywający do doskonalszego życia. W 1914 r. przyjęła I Komunię świętą, a dopiero trzy lata później rozpoczęła naukę w szkole podstawowej. Mimo dobrych wyników, uczyła się tylko trzy lata, potem musiała zrezygnować, aby pomagać w domu matce.
Jako czternastoletnia dziewczynka opuściła dom rodzinny, by na służbie u zamożnych rodzin w Aleksandrowie, Łodzi i Ostrówku zarobić na własne utrzymanie i pomóc rodzicom. Przez cały czas bardzo pragnęła życia zakonnego, ale rodzicom powiedziała o swoich zamiarach dopiero w 15. roku życia. Od szesnastego roku życia pracowała jako służąca.
W lipcu 1924 r. przyjechała do Warszawy i zgłosiła się do Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia przy ul. Żytniej. Musiała jednak jeszcze rok przepracować w Warszawie, aby odłożyć pieniądze na skromną wyprawę. 1 sierpnia 1925 r. - mimo sprzeciwu rodziców - została przyjęta do Zgromadzenia. Postulat odbywała w Warszawie, a nowicjat w Krakowie, gdzie w czasie obłóczyn zakonnych otrzymała imię Maria Faustyna i habit. Od marca 1926 r. Bóg doświadczył siostrę Faustynę ogromnymi trudnościami wewnętrznymi, wiele przecierpiała aż do końca nowicjatu. W Wielki Piątek 1927 r. zbolałą duszę nowicjuszki ogarnął żar Bożej Miłości. Zapomniała o własnych cierpieniach, poznając jak bardzo cierpiał dla niej Jezus. 30 kwietnia 1928 r. złożyła pierwsze śluby zakonne, następnie z pokorą i radością pracowała w różnych domach zakonnych, m.in. w Krakowie, Płocku i Wilnie, pełniąc rozmaite obowiązki. Zawsze pozostawała w pełnym zjednoczeniu z Bogiem. Jej bogate życie wewnętrzne wspierane było poprzez wizje i objawienia.
Poprawiony: środa, 05 października 2011 11:22
Więcej…
 
Kobieta ogień Święta Weronika Giuliani PDF Drukuj Email
Wpisany przez Maria Rachel Cimińska   
wtorek, 06 września 2011 18:58

„Mogłam pozostać w świecie i czynić dobro, i byłabym też pomocna ludziom” – myślała siedemnastoletnia Urszula, nowicjuszka w klasztorze sióstr klarysek kapucynek. I zatęskniła za balami i umizgami kawalerów starających się o jej rękę. A przecież od dziecka tak bardzo chciała naśladować Chrystusa i słuchać Jego głosu. Tak bardzo, że kiedy przełożona klasztoru odmówiła przyjęcia jej do zakonu słynącego z surowego trybu życia, wymusiła na miejscowym biskupie pozwolenie na rozpoczęcie postulatu właśnie w tym miejscu…

 

Ognia żar

 

Jezusa po raz pierwszy spotkała w dzieciństwie podczas zbierania kwiatów na łące. „Ja jestem prawdziwym kwiatem” – powiedział i zniknął. Od tej pory mała Urszula szukała Go we wszystkim, rozmawiała z Dzieciątkiem i Jego Matką namalowanymi na obrazach i urządzała dla nich ołtarzyki. Nic dziwnego, że tak przeżywała swoje pierwsze doświadczenia wiary, skoro wychowywała się w rodzinie głęboko religijnej, gdzie każdego dnia rozmawiało się o Bogu i bożych sprawach, modlono się wspólnie i czytano żywoty świętych. Mimo szczególnej pobożności była uparta, nie znosiła sprzeciwu, a rówieśnikom starała się narzucić swoją wolę… biciem. Była niesforna i bardzo żywa. Lubiano ją jednak, umiała bowiem zjednywać sympatię ludzi, nawet tych, którzy nadali jej przydomek „ogień”.
Poprawiony: środa, 22 lutego 2012 23:35
Więcej…
 
Maksymilian – żołnierz maksymalny PDF Drukuj Email
Wpisany przez Wojtek   
niedziela, 04 września 2011 19:57

W odpowiedzi na pytanie: „Jaki był Maksymilian Maria Kolbe?”, bez wątpienia każdy przyzna, że „bardzo dużo zrobił dla Kościoła”. W jego biografii odnajdujemy wymierne efekty pracy w takiej ilości, że można by nimi obdarować kilka kapłańskich życiorysów.

KS. JACEK ZJAWIN

Ostatecznie dochodzimy do wniosku, że imię Maksymilian (łac. maximus – największy, milites – żołnierz) podobnie jak imiona wielkich postaci biblijnych jest doskonałym określeniem powołania, stylu życia i całej osobowości świętego. Było to jego imię zakonne, a ochrzczony został jako Rajmund w dniu swoich narodzin, czyli 8 stycznia 1894 r. w kościele parafialnym w Zduńskiej Woli.

Życiowy maksymalizm św. Maksymiliana rozpoczął się już w dzieciństwie, gdy objawiła mu się Matka Boża, ukazując dwie korony: białą i czerwoną. Pierwsza oznaczała czystość, druga męczeństwo. 12-letni Maks wziął obie, a wizja mistyczna stała się proroctwem określającym jego życie. Wybrał stan zakonny, czyli życie w czystości, a zakończył życiową pielgrzymkę w Oświęcimiu, oddając życie za drugiego człowieka w imię Chrystusa 14 sierpnia 1941 r.

Więcej…
 
Święta od rocznicy wojny PDF Drukuj Email
Wpisany przez ks. Jarosław Oponowicz   
środa, 31 sierpnia 2011 23:13

Wspominamy dzisiaj św. Bronisławę, dziewicę.

Żyła w XIII wieku, najprawdopodobniej pochodziła z rodu Odrowążów i była blisko spokrewniona ze św. Jackiem.

Opis jej życia pochodzi także z „Żywota św. Jacka”. Święta miała mieć wizję wstępowania św. Jacka do nieba, co potwierdziło się gdy udała się do klasztoru i zastała tam braci przygotowujących się do jego pogrzebu.

Poprawiony: czwartek, 01 września 2011 09:43
Więcej…
 


Designed by Templatka.pl | Copyright by SANCTI - Serwis Ewangelizacyjny